Andrea Fortunato

Posiadł nazwisko, które wydawało się, że w życiu przyniesie mu wyłącznie szczęście, tymczasem rzeczywistość okazała się zupełnie inna. To historia pełna walki na boisku i poza nim. Historia pełna radości i smutku.
art-fortunato3.png
Andrea Fortunato przyszedł na świat 26 lipca 1971 roku w Salerno. Na początku piłka nożna była dla młodego Andrei tylko rozrywką w miesiącach letnich, a to dlatego, że cały czas poświęcał pływaniu, którym zainteresował się dzięki starszemu bratu – Condido. Jednak poszukiwacz talentów piłkarskich Alberto Massa dostrzegł olbrzymi potencjał jaki drzemał w trzynastolatku i przekonał go do dołączenia do Giovane Salerno. W owym czasie Massa wyszukiwał piłkarskie perełki również dla Torino, Ceseny, Empoli, Napoli oraz Como. Zapewne jego dobre kontakty sprawiły, że Sandro Vitali – dyrektor sportowy Como - zwrócił uwagę na Fortunato i zapragnął mieć go u siebie, co mu się udało i w 1988 roku 17 latek trafił do zarządzanego przez niego klubu. Na początku młodzieniec był prowadzony przez Giorgio Rustingnoliego – trenera Allievi. Ten znalazł dla młodego zawodnika odpowiednią pozycję na boisku, z lewego pomocnika przekształcił Fortunato w lewego obrońcę. Okazało się to strzałem w 10. W roli lewego defensora Andrea zaliczył debiut w Serie B, było to 22 października 1989 roku w Pescarze. W całym sezonie zawodnik zaliczył 16 występów. Jednak to nie był jedyny, tego roku, powód do dumy dla tego piłkarza, gdyż tak jak obiecał rodzicom, ukończył on szkołę i zdobył dyplom księgowego: "Moi rodzice nigdy nie byli przeszkodą w moich wyborach. Kiedy wyjechałem do Como poprosili mnie abym nie zaniedbał studiów. Oczywiście obiecałem im to i słowa dotrzymałem." W nowym sezonie Andrea był już filarem obrony Como. Jednak, nawet jego bardzo dobra postawa na boisku nie pomogła awansować Como do Serie A. Jego drużyna przegrała baraż o awans z Venezią. Tego też roku do kadry U-21 powołał go Roberto Boninsegna. Po świetnie spisującego się piłkarza zgłosiła się pierwszoligowa Atalanta. Kiedy wszystko wskazywało na to, że nowy sezon Fortunato rozpocznie w Bergamo, do walki o podpis zawodnika włączyła się Genoa, która ostatecznie go pozyskała. Jeszcze przed rozpoczęciem nowego sezonu trenerzy Genoi stwierdzili, że zawodnik musi nabrać doświadczenia przed grą w Serie A i wypożyczyli go do drugoligowej Pisy. Fortunato rozegrał w owym sezonie 25 spotkań. Wywarł w nich na tyle dobre wrażenie, że nikt w Genui nie myślał już o jakimkolwiek wypożyczaniu tego zawodnika. Trener Grifonich nie pomylił się, Andrea został uznany w nowym sezonie – rozegrał 33 mecze i strzelił 3 bramki (w meczach z Torino, Atalantą i Milanem) - za jednego z najlepszych lewych obrońców w Serie A. Podkreślano jego olbrzymią szybkość, świetnie ułożoną lewą nogę oraz wielką klasę. Ten zawodnik nie mógł zostać na następne lata w Genoi, on był stworzony dla wielkiego klubu. Zgłosił się po niego Juventus. "Przyjechał dziennikarz i zapytał mnie, czy byłbym szczęśliwy grając dla Juventusu. Co ja miałem mu odpowiedzieć, że budzi we mnie to wstręt? Od dziecka kibicowałem Juve i nawet, gdy zostałem profesjonalnym piłkarzem, to uczucie nie uległo zmianie." Stara Dama szybko doszła do porozumienia z władzami Genoi, która zainkasowała za zawodnika 12 miliardów lirów i Fortunato w lecie 1993 roku został zawodnikiem Bianconerich. Władze, trenerzy i kibice pokładali w tym transferze wielkie nadzieje, byli wręcz pewni, że Fortunato na boisku będzie kimś takim jak Cabrini. I tak jak on zdobędzie serca tifosich. Nieustanne zestawianie go z Cabrinim, denerwowało Fortunato: "Wnerwiały mnie te ciągłe porównania do Cabriniego, on był jednym z najsilniejszych obrońców na świecie, wydaje się wam to logiczne? Dla mnie nie, osiągnąć jego poziom i sukcesy będzie wymagało czasu." Właśnie tego czasu Andrei zabrakło.
Debiut Andrei w barwach Juventusu nastąpił 29 sierpnia 1993 roku w wygranym 1-0 meczu z Cremonese. Bramkę w tym meczu zdobył Moeller. W następnym miesiącu Fortunato zaliczył następny debiut, tym razem w barwach Azzurrich. Na boisko wybiegł w podstawowym składzie, obok takich zawodników jak: Pagliuca, R. Baggio, Casiraghi. Tego dnia – 22 września – Włosi pokonali w Talinnie Estonię 0-3, a sam Fortunato powiedział: "Obiecuję, że zawsze będę dawał z siebie wszystko w koszulce Włoch. Z boiska będę natomiast schodził z podniesionym czołem, bo nie będę się oszczędzał." 12 grudnia tego samego roku Andrea strzela swoja pierwszą i ostatnią zarazem bramkę dla Bianconerich, było to w przegranym 3-1 meczu z Lazio. Niespodziewanie, wiosną 1994 roku Andrea notuje coraz to słabsze występy. Tifosi dochodzą do wniosku, że woda sodowa uderzyła Fortunato do głowy, w kilku spotkaniach, nadal młody zawodnik, zostaje wygwizdany. Kibicom tak bardzo nie podoba się forma Włocha, że po jednym z treningów jakiś fan uderza go w twarz, aby ten w końcu ‘zszedł na ziemię’. Coś naprawdę dziwnego zaczyna się dziać z Fortunato, co on sam dostrzega. Mówi, że ciągle czuje się wyczerpany i gorączkuje. Kiedy wydolność organizmu zawodnika ulega znacznemu pogorszeniu, ten udaje się do Divisione Universitaria di Ematologia delle "Molinette" w Turynie. Wynik badań był przerażający: ostra białaczka! Zawodnik natychmiastowo zostaje przewieziony do Perugii, gdzie przechodzi pierwszy zabieg przeszczepu szpiku kostnego, który podarowała mu siostra. Operacja kończy się niepowodzeniem, potrzebny jest inny dawca. Tym razem dawcą zostaje ojciec Andrei – Giuseppe. Stan fizyczny zawodnika poprawia się z dnia na dzień. Andrea czuje się na tyle dobrze, że opuszcza szpital i wraz z kolegami z Juventusu udaje się 26 lutego 1995 roku na spotkanie z Sampdorią. Dla wielu kibiców był to wzruszający moment - zobaczyć szczęśliwego jak dziecko Fortunato, który oglądał mecz swojego ukochanego klubu. Kiedy wszyscy zaczęli odliczać dni do powrotu Fortunato na boisko, on niespodziewanie umiera 25 kwietnia 1995 roku w Perugii. Dzień po tym smutnym zdarzeniu Włosi rozegrali mecz z Litwą. Przed meczem uczczono jego pamięć minutą ciszy. "Drogi Andrea, Ciebie pokochaliśmy, Ciebie zawsze będziemy mieć w sercu, pomóż nam, tam z góry, abyśmy Cię nie opłakiwali, ale żyli Twoim wspomnieniem i wolą życią jaka Tobie była znana. Mam nadzieję, że w raju jest drużyna piłkarska, a Ty, uśmiechnięty biegasz za piłką. Chwała Tobie, bracie, Andrea Fortunato!" - powiedział Gianluca Vialli podczas pogrzebu. Andrea Fortunato nie doczekał się również swojego Scudetto, które jego koledzy zdobyli kilka tygodni po jego śmierci, oczywiście wszyscy 23 (dokładnie tyle lat w momencie śmierci miał Andrea) mistrzostwo zadedykowali Andrei Fortunato. 18 lipca owego roku został rozegrany turniej ku pamięci zmarłego piłkarza, w którym wzięły udział 3 drużyny: Juventus, Salernitana oraz Napoli. "Trofeo Andrea Fortunato" powędrowało w ręce piłkarzy Juve.
art-fortunato1.png
Salernitana 1-0 Napoli
[De Silverstro 40] Napoli 0-0 Juventus [5-4 karne] Juventus 3-1 Salernitana
[Conte 4, Ravanelli 26, Vialli 32; Rachini 42]
Od momentu śmierci Andrei pamięć o nim pozostała żywa w sercu każdego, nie tylko tych, którzy mieli honor go spotkać, ale również wszystkich kibiców, którzy go wspierali. Szczególnie wzruszającym momentem było odebranie koszulki z nr 3 przez jego brata Candido, podczas obchodów 109 urodzin Juventusu. Oto jeden z ostatnich wywiadów jaki został przeprowadzony z Fortunato, po tym jak wyszedł ze szpitala. Andrea był pełen nadziei, że uda mu się wrócić na boisko i założyć ukochaną biało-czarną koszulkę, jednak los mu na to nie pozwolił. D: Mógłbyś opowiedzieć o tych 11 miesiącach?
Andrea: To była długa, niekończąca się droga, ale zarazem i przerażająca. Był to okres wielkiego kryzysu fizycznego, tak wyglądały moje dni przed tym jak to zwalczyłem. Na początku było to dziwne uczucie: jednego dnia byłem między zdrowymi, a następnego wśród niemal nieuleczalnie chorych. Trudno powiedzieć, co się wtedy czuje. D: Jak zareagowałeś?
Andrea: Czujesz się źle, a jednocześnie jesteś ciekawy tego co się z tobą dzieje, jest to dziwne uczucie. Chcesz poznać każdą rzecz dotyczącą choroby, wypytujesz się o objawy, przyczyny i możliwe następstwa. Wiesz o tym, że nie powiedzą ci wszystkiego, próbujesz rozpoznać kłamstwa, a potem zmyślasz, przekonujesz sam siebie, że się polepsza - szalejesz. Kiedy przychodzi lekarz zagłębisz się w to, co mówi. Im więcej on mówi, tym więcej ty rozumiesz. Jesteś jak zakładnik, który nie może dać się zabić. D: Jak można odnieść sukces?
Andrea: Za pomocą Boga i lekarzy, ale także za pomocą dobrych myśli. D: Chcesz nadal grać w piłkę?
Andrea: To oczywiste, ta myśl mnie nigdy nie opuściła. Czułem się sportowcem także w trudniejszych dniach. Walczyłem z duchem sportu, można powiedzieć, że nigdy nie ściągnąłem z siebie koszulki. Założyć ją ponownie to jak sen, ale nie tylko. Dowiedziałem się, że wielu sportowców wróciło po białaczce do tego, co od zawsze kochali. Mam nadzieję, że odniosę sukces. D: Jak się zmienia życie po tego rodzaju zajściu?
Andrea: Wszystko się odmienia, budujesz sobie nową hierarchię wartości. Od znaczenia do rzeczy, które naprawdę się liczą. Nie robisz głupstw. Rozumiesz, że przyjaźń, to pierwsza z ważnych rzeczy, na przykład Fabrizio Ravanellego mogę nazwać bratem. To, co zrobił dla mnie podczas choroby jest wspaniałe: oddał wraz ze swoją rodziną część swojego życia dla mnie, udostępnił mi swój dom w Perugii. Nie można tego opisać słowami, byłem pełnym życia podczas choroby, gdy on strzelił pięć bramek CSKA w pucharze. Wzruszony byłem również podczas jego debiutu w reprezentacji narodowej, co miało miejsce w Salerno, moim rodzinnym mieście. D: Służyły Ci zwycięstwa Bianconerich?
Andrea: Nie tylko. Stała obecność towarzyszy wiele dla mnie znaczyła. D: Są takie chwile, które w szczególności wspominasz?
Andrea: Wyjście ze szpitala w Perugii, po drugim przeszczepie. Nie wydawało mi się to prawdziwym. Wszystkie rzeczy widziałem w inny sposób, nadzwyczajnymi stawały się rzeczy, które nie są znaczące. Nigdy bym nie przypuszczał, że tak cudowny może być zwykły spacer. D: Czego nauczyła Cię choroba?
Andrea: Codziennie umiera wiele małych dzieci i nikt o tym nie wie, że może im pomóc. We Włoszech mamy światowych lekarzy, do Perugii na staż przyjeżdżają lekarze z Ameryki czy Izraela, ale ludzie nadal czekają na przeszczep kilka miesięcy. Należy podarować rdzeń, bez strachu, ponieważ to nadaje sens życia nie tylko innej osobie, ale również tobie. D: Twoje marzenie poza powrotem do piłki?
Andrea: Białaczka nauczyła mnie by nie planować długofalowo. Nie z obawy, dla realizmu. Pierwsze co zaplanowałem, to był powrót do Turynu. Życie z dnia na dzień nie jest porażką, ale sposobem, by je ocenić w każdej chwili, w każdym odcieniu. I to będę robił.
Dalla strada che porta in cielo
regali alla nostra visione
le tue spa.lle
e te ne vai solo
lasciandoci il dolore del tuo ricordo
e il coraggio della tua lotta.
Lasci che i tuoi occhi
muoiano sul mondo,
che dopo un sogno regalato
spinge la tua vita
verso un para.diso ormai obbligato.
E no caro Andrea
tutto questo non è giusto,
il fato maledetto
ha oscurato la luce della tua vita,
ma non il tuo ricordo
che splenderà eterno sul mio confine,
disprezzando quell’infame destino
che lontano ti ha portato,
per sempre amico mio ... Mitico Andrea Fortunato
(tłumaczenie) Od ulicy która prowadzi do nieba
podaruj naszym wizjom
Twoje ramiona
i odchodzisz sam
pozostawiając nam ból Twojego wspomnienia
i odwagę Twojej walki
Pozwalasz by Twoje oczy
umierały przed światem,
by po podarowanym marzeniu
popychało Twoje życie
w kierunku raju już teraz obowiązkowego.
I nie drogi Andrea,
to wszystko nie jest sprawiedliwe,
przeklęty fakt
przyciemnił światło Twojego życia,
ale nie Twojego wspomnienia
które będzie świeciło wiecznie nad moją granicą,
gardząc tym niegodziwym przeznaczeniem
który daleko Cię zaprowadził,
na zawsze przyjacielu mój... Mityczny Andrea Fortunato

Komentarze (0)

Póki co nie ma tu żadnych komentarzy

Najnowsze komentarze

Developed in conjunction with Ext-Joom.com

Tabela ligowa

# Zespół Z P R PKT
1 Juventus 29 5 4 91
2 Roma 28 7 3 87
3 Napoli 26 4 8 86
4 Atalanta 21 8 9 72
5 Lazio 21 10 7 70
6 Milan 18 11 9 63
7 Inter 19 14 5 62

Wasze Sondy

Panel Menu