Juventus interesuje się Goranem Pandevem od dawna, dokładnie od meczu z Lazio, w którym jeszcze Giovanni Cobolli Gigli przyznał, że chętnie widziałby Macedończyka w swoich szeregach. Wtedy Claudio Lotito odpowiedział mu szczerze: "Jeśli Juventus jest rzeczywiście zainteresowany piłkarzem, niech zgłosi się najpierw do nas i zapyta o transfer." Tak miało się stać w lecie, ale Bianconeri najpierw wzmocnili obronę (Grosso) i pomoc (Melo), a dopiero potem mieli zastanawiać się nad ofensywą. W międzyczasie David Trezeguet groził odejściem, ale gdy zdecydował się pozostać, wtedy uznano, że więcej transferów nie jest potrzebnych. Rzeczywistość zweryfikowała jednak te założenia, wobec długiej kontuzji Del Piero i urazu Iaquinty, gra z samym Francuzem i Amaurim nie wygląda optymalnie, dlatego powraca pomysł przebudowania ataku. Dziennikarze wciąż przypominają o Giampaolo Pazzinim z Sampdorii, ale taniej wyszłoby pozyskanie właśnie Pandeva, który pod koniec roku może rozwiązać swój kontrakt z Biancocelestimi, ale wszystko zależy od decyzji sądu, zaplanowanej na 21 grudnia. Juve i tak nie będzie miało ułatwionego zadania, bo podobne zainteresowanie wykazują Inter i Milan.