Champions-tour

Juventus – Liverpool. Ten mecz elektryzował nie tylko Włochy i Anglię. Dzień 29 maja 1985 zapisał się na zawsze w pamięci kibiców całego świata. Na oczach milionów widzów rozegrała się tragedia. 20 lat później obydwa kluby spotkały się ponownie w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Delegacja kibiców Legii wybrała się na Stadio Delle Alpi w Turynie, żeby uczestniczyć w tym wydarzeniu.
legia2-art.png Z Warszawy wyruszyliśmy na trzy auta.
Nasza czwórka – najpóźniej – najpóźniej, bo o 3 rano. Wybraliśmy drogę przez Niemcy. Warunki na polskich drogach, a w szczególności ich ciągłe naprawianie, pozwoliły nam opuścić kraj dopiero ok. godziny 10. Czas podróży mijał nam bardzo szybko, tym bardziej, że koledzy opowiadali historie z wielu wyjazdów. Dodatkowo drogę umilał nam „Alchim”, tworząc i śpiewając coraz to nowe piosenki. PRZYSTANEK MONACHIUM
Gdy wjechaliśmy do Niemiec, zaświtał nam pomysł, aby dotrzeć do Monachium. Powód był oczywisty – tego dnia Bayern grał w Lidze Mistrzów z Chelsea. Około 60 kilometrów od stolicy Bawarii zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej. Była na niej spora grupa kibiców Bayernu. Prowokowaliśmy ich dla żartów, mówiąc, że jesteśmy z Chelsea, ale poobwiązywani szalikami Niemcy nie mieli ochoty na żadne rozmowy.
Po wjeździe do Monachium mijaliśmy nowo wybudowany stadion. Powiedzieć, że zrobił na nas wrażenie, to nie powiedzieć nic. To, co wybudowano dla potrzeb reprezentacji Niemiec, Bayernu i TSV Monachium przypomina budowlę z XXII wieku!
Na razie jednak Bayern gra na Stadionie Olimpijskim. Kiedy tam dotarliśmy, na miejscu było już bardzo wielu kibiców. Przeważnie siedzieli w pobliskich barach, sącząc piwo. Co ciekawe, towarzystwo było międzynarodowe. Fani Bayernu z Chelsea byli przemieszani ze sobą. Widzieliśmy też grupki kibiców z Chorwacji, Węgier, Austrii. Rozmawialiśmy nawet z fanami Szturmu Graz, którzy mówili nam, że nasz najazd na Wiedeń w zeszłym roku wywarł na nich kolosalne wrażenie. NAJTANIEJ JAK MOŻNA
Jako, że nie posiadaliśmy biletów, trzeba je było sobie jakoś zorganizować. Najpierw próbowaliśmy nabyć je drogą kupna. W kasach najtańsze wejściówki kosztowały 60 euro, ale już się skończyły. Koniki (co ciekawe – z Anglii) życzyli sobie 150 euro za sztukę. Trzeba było wymyślić co innego.
Gdy do rozpoczęcia zostało pół godziny, ustawiliśmy się w kolejce do wejścia. Najpierw odbyła się rutynowa kontrola, czy przypadkiem nie próbujemy wnieść niebezpiecznych przedmiotów na obiekt. Później przedostaliśmy się do bramki, w której sprawdzano bilety. Wpadliśmy na pomysł, aby każdy pokazał kontrolerom coś dziwnego. Ja przykładowo pokazałem paragon fiskalny i wytłumaczyłem Niemcowi, że jesteśmy zorganizowaną grupą. Koledzy pokazywali dowód osobisty, kartę kibica Legii, a nawet vlepkę Juve, i tak samo tłumaczyli, że ktoś dalej ma nasze bilety. Weszliśmy na stadion płacząc ze śmiechu, w jak łatwy i tani sposób można wejść na ćwierćfinał Ligi Mistrzów.
Usiedliśmy na sektorze Chelsea. Sam mecz, jak przystało na spotkanie na tak wysokim poziomie, był wielkim wydarzeniem. Kibice Bayernu stworzyli choreografię z szarf w barwach klubowych. Przez większą część meczu wymachiwali też kilkoma dużymi flagami na kijach. Fani Chelsea swoje flagi porozkładali na bieżni przez sektorem i non stop dopingowali.
Po drugiej bramce dla Anglików kibice niemieccy gremialnie zaczęli opuszczać stadion. Spotkała ich za to kara, bo nie byli świadkami emocjonującej końcówki, jaką stworzyli ich piłkarze. To samo ominęło jednego z naszych kolegów, który zmęczony ilością płynów uzupełniających…przespał drugą połowę w samochodzie. ITALIA WITA
Niebawem, tuż po zakończeniu meczu, w samochodzie znaleźliśmy się wszyscy i ruszyliśmy w dalszą drogę do Włoch. Około 6 rano, po 27 godzinach podróży, zatrzymaliśmy się w motelu w Bergamo na czterogodzinny wypoczynek. Odświeżeni ruszyliśmy do miejsca przeznaczenia.
Z resztą chłopaków chłopaków Legii spotkaliśmy się pod stadionem w Turynie. Dało się zauważyć, że grupa, która przyjechała dzień wcześniej, musiała do późna rozmawiać na różne tematy. Byli też z nami zaprzyjaźnieni Włosi.
Na powitanie uraczyliśmy ich śliwowicą (70%) – przy temperaturze 24 stopni Celsjusza Włochom wychodziły oczy na wierzch nawet po wzięciu małego łyka.
Mieliśmy iść wspólnie na piwo, kiedy pod stadion przybyli kibice Liverpoolu. Ciśnienie, jakie mieli na nich kibice Juve jest po prostu nie do opisania. Od razu zaczęły się podchody. Włosi próbowali dorwać choćby jeden autokar wiozący Angoli. Nie udało się to, rozpoczęła się więc regularna bitwa z obstawiającą Stadio delle Alpi policją. Walka toczyła się zarówno zarówno okolicach stadionu, jak i na samym obiekcie. Dookoła widać było powybijane szyby w samochodach, niektóre z aut nawet płonęły. Cała wojna trwała ponad godzinę. NIE ZAPOMNĄ
Kwadrans przed rozpoczęciem spotkania razem z przedstawicielami „Drughi”, „Noi Soli”, „06 Clan”, „Nukleo” weszłiśmy na stadion. Na sektorze za bramką wywiesiliśmy przepasaną kirem flagę Legii w barwach narodowych.
Stadion był wypełniony po brzegi.
Na mecz przyjechało 3 tysiące kibiców z Anglii. Panowała niesamowita atmosfera. Fani Juventusu przygotowali wyjątkową choreografię. Cały czas powiewało tysiące flag, Włosi mieli kolorowe folie, kartony i nieustannie, bardzo głośno śpiewali. Większość piosenek skierowana była do kibiców Liverpoolu. Między sektorami włoskimi a angielskimi przez 90 minut kursowały przeróżne obiekty latające. Fani Bianconerich nigdy nie zapomną o tragedii na Heysel.
Niezorientowanym należy wytłumaczyć, że kibicowanie w Turynie odbywa się na zupełnie innych zasadach niż u nas. Tam większość dzieje się w zakresie poszczególnych grup, których jest bez liku. Nie znaczy to, że fani Juve należący do różnych ugrupowań nie lubią się nawzajem.
Bynajmniej, po prostu fanów Juventusu jest zbyt wielu, by wszyscy mogli się znać. To był wyjątkowy mecz i dlatego było mało czasu na wspólne imprezowanie, nie mniej stojąc na trybunie co i raz spotykaliśmy się ze znajomymi z różnych grup.
Mimo niekorzystnego dla Juventusu wyniku, włoscy kibice przez długi czas po meczu nie opuszczali trybun, a swoich piłkarz nagrodzili rzęsistymi brawami.
Po meczu chłopaki z Juventusu, w jednym z lokali przy drodze zorganizowali długą imprezę. Do wczesnych godzin porannych bawiliśmy się, nie patrząc na zmęczenie. Atmosfera była bardzo wesoła. Po dwóch godzinach snu wyruszyliśmy w drogę powrotną do Polski. PS Pozdrowienia dla „Bambolini Group”
PS 2 Podziękowania dla kibiców z Rzymu (w szczególności dla Fabiano), którzy opiekowali się kibicami z Warszawy podczas pożegnania Ojca Świętego. Nasza Legia nr 17/2005
wyszukał: MaciusLubicz

Komentarze (0)

Póki co nie ma tu żadnych komentarzy

Najnowsze komentarze

Tabela ligowa

# Zespół Z P R PKT
1 Juventus 30 3 5 95
2 Napoli 28 3 7 91
3 Roma 23 7 8 77
4 Lazio 21 8 9 72
5 Inter 20 6 12 72
6 Milan 18 10 10 64
7 Atalanta 16 10 12 60

Wasze Sondy

Mega ultra super hiper spierdolony
20%
Chujowy
20%
Zjebany
20%
Popierdolony
20%
Cipowaty
20%
Dobry trener :D haha, na prawde to jest chujowaty
0%
Panel Menu