Chodzący Dumny Człowiek

Syn rzeźnika z Rzymu, który porzucił rodzinny biznes dla futbolu, opowiada dla gazety Observer Sport o swoich dobrych latach w Chelsea, żalu jaki czuł do dyrektora klubu oraz o swojej obecnej misji mającej na celu przywrócenie Juventusu do rywalizacji wśród najlepszych.
ranieri-fot1.png
"Tak, chciałbym zagrać z Chelsea w przyszłorocznej Lidze Mistrzów." - mówi człowiek, który wciąż odczuwa nostalgię do czasów spędzonych na Stamford Bridge. "Przyjechać z Juventusem na Bridge, nie przez chęć zemsty czy złośliwości, ale po to by pokazać fanom i piłkarzom, a także klubowi, że to teraz robię, że to jest Juventus, to są piłkarze z którymi mam zaszczyt teraz pracować, a to jest zespół jaki zbudowałem - mając ograniczone środki." Claudio Ranieri rozmawia na boisku treningowym Juventusu usytuowanym u podnóża Alp. To człowiek, który w brytyjskim futbolu zaczynał od bycia Tinkermanem, później Chodzącym Martwym Człowiekiem, by następnie stać się Chodzącym Dumnym Człowiekiem - tak brzmi tytuł jego wspomnień. W Hiszpanii, prowadząc Valencię, stał się El Generalem, a teraz, po powrocie do Włoch, ze względu na to, że cztery lata spędzone w Anglii wywarły na niego wielki wpływ, otrzymał nowy pseudonim - "Il Mister" - jest to termin, jakiego Włosi używają, by opisać angielskiego gentelmana, łącząc szacunek z pastiszem.
Nikt w angielskiej piłce nożnej nie może zapomnieć sposobu w jaki Tinkerman - przydomek ten wziął się z jego ekscentrycznego kalejdoskopowego sposobu dobierania składu i rezerwowych - został ugodzony prosto w pierś, a nie w plecy, pomimo tego, że po trzech latach przed przejęciem klubu przez Romana Abramowicza doprowadził Chelsea do drugiego miejsca w Premier League oraz półfinału Ligi Mistrzów. Nagrodą za osiągnięcie najwyższej pozycji w lidze od ćwierć wieku było zwolnienie.
Nie sposób zapomnieć także o tym, że Ranieri, jako jedyny manager Chelsea w historii, został nagrodzony oklaskami przez wrogą zwykle trybunę Arsenalu North Bank po wygraniu ćwierćfinałowego dwumeczu na Highbury oraz przez kibiców z trybuny Stretford End po ostatnim meczu wyjazdowym na Old Trafford. Po pojedynku z Manchesterem United przyszło długie pożegnanie na Stamford Bridge w meczu przeciwko Leeds 15 maja 2004 roku. Ranieri miał już w kieszeni dymisję od Abramowicza, ale razem z piłkarzami wykonał rundę honorową wokół boiska. Przez pewien czas, podczas pracy w Valencii i Parmie, Ranieri mówił angielskim gazetom, że jego "prawdziwym klubem" była ciągle Chelsea. Ale to już przeszłość.
Claudio Ranieri zajmuje teraz posadę, która w swój sposób jest nawet bardziej prestiżowa niż praca w Chelsea, do tego zdecydowanie bardziej otoczona historią i tradycją. Juventus to instytucja bez porównania w sporcie, narodowa drużyna Włoch oraz zespół o największej liczbie kibiców w Europie, mający na samym Półwyspie Apenińskim 11 milionów fanów (20% populacji), a ponadto dziewięć milionów rozproszonych po całym kontynencie. Juve wygrało Serie A 29 razy, gdy zagraniczni miliarderzy spierają się o udziały w największych brytyjskich klubach, Bianconeri od 1923 roku są własnością FIAT-a, a patronuje im rodzina Angelli, która zarządza koncernem. Po bannerach wywieszanych przez kibiców - 'Tradizione', 'Onore' - możemy stwierdzić, że Juventus to futbolowa arystokracja. Wszystko to sprawiło, że korupcyjny skandal, jaki wybuchł w 2006 roku stał się bardziej bolesny.
Odkupienie Juventusu wydaje się zapewnione. Po pokonaniu Romy, jednej z dwóch drużyn wyprzedzających ich w tabeli, mieli spadek form, ale w ostatnim wyjazdowym meczu pokonali liderów Serie A - Inter - 2:1, dzięki bramkom Mauro Camoranesiego i Davida Trezeguet, podczas gdy Alessandro Del Piero wyrównał rekord Gaetano Scirei pod względem występów w turyńskim klubie - ma ich na koncie 552.
Niewypowiedziany, ale niekwestionowany cel przełożonych Ranieriego, czyli miejsce w Lidze Mistrzów, jest praktycznie zagwarantowane. "Ta tradycja wywiera wielką presję, podobnie jak szczególna sytuacja w której się znajdujemy. To specjalne miejsce, a także specjalne zadanie." - mówi Ranieri.
Ranieri miał szczególnie ciężki okres podczas tygodnia, w którym rozgrywane były derby. Tożsamość kibica Juventusu jest unikalna i złożona: pomimo tego, że Juve gra w Turynie, w północno-zachodnich włoskich Alpach są oni, ponad wszystko, drużyną z południa, gdzie każda wioska czy miasto mają swój fanklub Juventusu. W samym Turynie, Juve stało się drużyną zaadoptowaną przez ludność napływową z południa (teraz ich potomków), którzy przybyli na północ, by pracować na liniach produkcyjnych FIAT-a. Fani Torino twierdzą z kolei, że to oni są lokalnym zespołem, podobne echo możemy usłyszeć od fanów Evertonu czy Manchester City, wywołując przy tym miejscowe konflikty z bardziej utytułowanym rywalem.
Kiedy derby zakończyły się bezbramkowo, Ranieri, z typowym dla siebie humorem sytuacyjnym, powiedział: "Co poszło źle? Och, tylko tych kilka rzeczy, dzięki którym wygrywa się mecze. Popsuliśmy zbyt wiele podań, asyst i okazji do zdobycia gola." Następnego ranka był już w Vinovo, by na boisku treningowym zaczynać wszystko od nowa.
art-ranieri.png
Urodził się w 1951 roku, jest synem ciężko pracującego rzeźnika z robotniczej dzielnicy Testaccio przy brzegu Tybru. Claudio, znany w sąsiedztwie jako ragazzaccio (chłopak), nie poszedł w ślady swoich braci i nie pracował w rodzinnym interesie, ale wyszkolił się w drużynach juniorskich Romy. Jego kariera jako obrońcy miała miejsce głównie na boiskach drugiej ligi, a w wieku 35 lat został trenerem. Pierwsze poważne zadanie stojące przed nim w tym zawodzie było jasno określone: wprowadzenie klubu z Sardynii, Cagliari, z trzeciej ligi z powrotem do Serie A, co udało mu się osiągnąć po kolejnych sezonach w 1991 roku. Później, w sezonie 1991-92, przyszła praca w Napoli, był to smutny moment, krótko po okresie degeneracji geniuszu Diego Maradony. Ranieri zdołał wywalczyć czwarte miejsce w lidze, ale został zwolniony przez aresztowanego w późniejszym okresie właściciela Napoli Corrado Ferlaino, aczkolwiek udało mu się zastąpić Maradonę osobą Gianfranco Zoli, z którym miał później bardzo dobre relacje.
Następnie, w latach 1993-1997, Ranieri miał za zadanie awansować z Fiorentiną z Serie B, co uczynił, po czym zdobył z Violą Puchar Włoch oraz Superpuchar Włoch w 1996 roku. W kolejnym sezonie, podniósł Valencię z dna ligi hiszpańskiej i doprowadził ten zespół do Pucharu Hiszpanii, a później awansu do Ligi Mistrzów w 1999 roku. Po pobycie w Chelsea, powrócił na krótko do Valencii, a w lutym 2007 roku przejął Parmę (podobnie jak Juve, była ona w centrum skandalu), by uratować ją od nieuchronnej, zdawało się, degradacji. I to uczynił.
Kiedy Ranieri trafił do Juventusu w minione wakacje, jego zadanie wydawało się być zarówno uciążliwe, jak i jawiło się jako prawdziwe wyzwanie. Juventus przeszedł swoją drogę krzyżową publicznego upokorzenia, Schadenfreunde każdego fana innej drużyny we Włoszech oraz dyscyplinarną degradację do Serie B, po raz pierwszy w historii klubu, w dodatku z ujemnymi punktami na koncie. Po oczyszczeniu kierownictwa Starej Damy oraz zmaganiach na małych włoskich stadionach, Juve zmartwychwstało na najwyższym poziomie rozgrywek. Celem Ranieriego było, jak to ujął: "Przywrócenie Juventusu i jego imienia pośród wielkich, gdzie jest ich miejsce, po całym tym chaosie. Być tutaj to coś więcej niż nowa przygoda. To szczytowa klasa. Bycie częścią Juventusu oznacza bycie częścią historii." Ranieri dodał także: "Lubię tę mieszankę, którą przygotowało dla mnie życie. Wyszukuje mnie, specjalne zadania w specjalnych okolicznościach. Gdziekolwiek pójdę, klub nigdy nie chce zachować swojej pozycji, tylko piąć się w górę. Nie wiem czy to przypadek, czy jak niektórzy mówią przeznaczenie, ale cokolwiek to jest, to historia mojego życia. Teraz jestem tu w Juventusie, znów obciążony specyficzną misją, w szczególnej sytuacji."
Historia Ranieriego z Chelsea była wielokrotnie opowiadana, ale warunki początkowych zadań, jakie otrzymał od Ken Bates, kiedy został zatrudniony we wrześniu 2000 roku, mają teraz znacznie większy wydźwięk, gdy kieruje Juventusem. "Z Chelsea praca była następująca: dojść na szczyt, dostać się do Ligi Mistrzów. Zrobiłem to - czwarte miejsce w Premier League, a potem gra w Lidze Mistrzów, jeszcze sezon przed przyjazdem Abramowicza i jego pieniędzy. Wprowadziłem Chelsea do Europy z niemalże zerowymi wydatkami poczynionymi w moim pierwszym sezonie - to przypadek, że Abramowicz znalazł klub na sprzedaż, a była to Chelsea. Abramowicz był zrobiony ze złota, ale ja miałem pracę, zadanie do wykonania."
Na początku kibice Chelsea nie przyjmowali tego ze zrozumieniem. Wyśmiewali Ranieriego skandując nazwisko jego poprzednika, Gianluki Vialliego, a także nazywali go Clownio, ze względu na braki w języku angielskim. Ale w czasie zawieszenia broni, strony internetowe i koszulki pełne były haseł typu "zostawcie Claudio" (Save Claudio) oraz "nie majstrujcie z majsterkowiczem" (Don't tinker with the Tinkerman). Wszystko to na darmo.
Pozbycie się Ranieriego przez Chelsea było jedną z najbardziej bezczelnych paraboli wszystkiego co podłe w nowoczesnym futbolu. Po nabyciu klubu przez Abramowicza i ucieczce Petera Kenyon'a z Manchesteru United, rozpoczęło się otwarte zabieganie o osobę Svena-Görana Erikssona. Ranieri wiedział, że zostanie stracony. Jednym z wyjaśnień przeprowadzonych przez niego autodestrukcyjnych zmian w półfinale Ligi Mistrzów z Monaco w 2004 roku było to, że wiedział on, iż Abramowicz i dyrektor Kenyon spotkali się na zaledwie dzień przed tym kluczowym spotkaniem z agentem Jose Mourinho.
Przypuszczalnie, Ranieri zobowiązał sie dochować tajemnicy w specjalnej klauzuli, na słowo 'Abramowicz' reaguje względną obiektywnością, ale kiedy wspomni się 'Kenyon', czego nie robi nigdy z własnej woli, jego pewna, gadatliwa maniera zamienia się w widoczny dystans. "Kiedy przyszedł Kenyon, byłem obojętny. Kenyon był nowym szefem, a tacy ludzie zwykle chcą ściągnąć do pracy swoich ludzi, a ja nie byłem jednym z nich. Czy czuję gorycz? Tak. Rozgoryczenie, żal, uraza - nazwijcie to jak chcecie. Zanim przyszedł Abramowicz, wykonywałem swoją pracę, kontynuowałem to także dla niego i liczyłem, że nadal będę mógł to robić. Ostatecznie, po meczu przeciwko Leeds (ostatni prowadzony przez Ranieriego), wiedziałem, że piłkarze i kibice byli ze mną, nawet jeśli nie można tego powiedzieć o klubie. Wiedzieli, że zostawiam swój spadek z nimi."
Niektórzy cytują teorię wielu fanów Chelsea, według której, gdyby nie podstawy położone przez Ranieriego, nic z tego, co uczynił Mourinho, nie miałoby miejsca. "Ja tego nie powiedziałem. Ty to zrobiłeś. Ale dziękuję." - powiedział. "Bez tych pierwszych lat, nie sądzę, by Abramowicz kupił Chelsea." Śmieje się: "Niektórzy ludzie szydzili: 'w wakacje wylatujesz'. Odpowiadałem im: 'Nie, to będzie znacznie szybciej, w maju.'" W ciągu ośmiu miesięcy od zwolnienia z Chelsea, Ranieri miał znowu stracić posadę, tym razem w Valencii. Żartuje, że pomimo tego, że nigdy nie utworzył rodzinnego domu w Hiszpanii, "wciąż mam mój dom w Fulham."
"Nie było żadnych specyficznych warunków, tak jak w Juventusie, nawet awansu do Ligi Mistrzów. Miałem przywrócić klubowi jego historię i w ciągu pięciu lat zbudować zespół konkurujący z najlepszymi - dla mnie oznacza to stworzenie z tej grupy drużyny, która jest w stanie to osiągnąć. Mieć lepszy skład, z którego można wybrać lepszy zespół. Tu jest wielka siła, ale ja muszę ją uczynić jeszcze silniejszą. Może błyszczeć - ale musi błyszczeć jaśniej."
Jak lata spędzone w Chelsea wpływają na to wszystko? "Staram się zrównoważyć włoski i angielski sposób wykonywania obowiązków. Kocham angielski styl i to, jak piłkarze bez zahamowań się uwalniają. Ale kocham też włoski futbol, a to jest część tego, co wnosimy do piłki nożnej w Anglii i Irlandii - Vialli, ja, Fabio Capello oraz Giovanni Trapattoni: gra psychiczna, obecna od dłuższego czasu. We włoskiej piłce jest nerwowość i intensywność, która wszystkim zapewnia wyniki - zdobycie mistrzostwa świata oraz stała obecność włoskich zespołów w europejskiej czołówce, mimo niższych budżetów niż w Anglii i Hiszpanii, to udowadnia. Chcę w Juventusie połączyć włoski i angielski styl, ale muszę przyznać, że calcisticamente [co z grubsza oznacza futbolową mądrość] nadal czuję się Anglikiem."
Nawet jeśli nazywany jest Il Mister, to nieprawdopodobna rzecz usłyszeć od trenera Juventusu, że nie wyklucza, iż kiedyś powróci do Premier League. Ale Ranieri, po zadeklarowaniu swojej angielskości, zmienia nagle temat rozmowy z futbolu na jedzenie. Jednak dyskurs ten nie jest wymierzony we mnie, ale w przysłuchującego się rozmowie pracownika Juventusu Lukę Casassę. "Naprawdę można dobrze zjeść w Anglii - jeśli masz pieniądze." - mówi Ranieri. "W Londynie, możesz skosztować dowolnej kuchni w całego świata - jednej nocy libańskiej, następnej indyjskiej. Nawet jeśli nie masz pieniędzy, są miejsca w północnej Anglii, które odnalazłem wraz z moją żoną, która poszukiwała antyków - małe lokale z dobrym, solidnym jedzeniem." A co z jego rzekomymi lubianymi kiełbaskami z Lincolnshire?
"Absolutnie! W Newark, miejscu ich produkcji, są doskonałe, ale nikt tutaj mi w to nie wierzy." Później rozmowa wraca do "angielskości" w piłce nożnej oraz wyzwaniu, z jakim przyjdzie się teraz zmierzyć Capello. "Capello, podobnie jak Trapattoni, to prawdziwy mistrz. Gdziekolwiek pójdą, zdobywają trofea. Jestem pewien, że pod ich wodzą Anglia i Irlandia mogą osiągnąć wspaniałe rzeczy. To wpływ włoskiej piłki, o którym mówiłem. Ale to ciekawe, słabość Anglii przez tak długi okres - niewytłumaczalna, z tak dobrymi piłkarzami."
art-ranieri3.png
"W Anglii jest inna kultura, inna tradycja sposobu zachowywania się piłkarzy niż tu, we Włoszech. W Anglii twardo walczy się na boisku, potem kończy się mecz i można pomyśleć o następnej rzeczy. Dla piłkarza to może wydawać się normalne, by wypić trochę więcej niz nakazuje rozsądek i imprezować. Całe to zachowanie, o którym można przeczytać, jest niepodobne do włoskiej kultury piłkarskiej. Tutaj od zawodników wymaga się dyscypliny w ich prywatnym życiu."
Trzy dni po naszej długiej rozmowie Juventus rozgrywał mecz z Fiorentiną, który osobiście dla Ranieriego, a także dla samego Juve, był o niebo ważniejszy od derbów Turynu. Odnoszącej sukcesy Fiorentinie udało się odebrać Milanowi upragnione czwarte miejsce w tabeli, miała ona w perspektywie występy w Lidze Mistrzów, ale także czteropunktową stratę do Juventusu. Juve potrzebowało wygranej, by zapewnić sobie awans do tych elitarnych rozgrywek.
Wszystko wydawało się wróżyć pomyślny koniec - dzień był niezwykle słoneczny, po całym tygodniu chłodnych mgieł, do tego spodziewana, głośna publiczność. Ale Ranieri przeżył dziwny dzień: zespół zmienił swój przedmeczowy tryb i został zakwaterowany w hotelowej siedzibie prawicowego kandydata na premiera Silvio Berlusconiego, właściciela Milanu, który oczekiwał porażki Fiorentiny. Ranieri usłyszał od byłego prezesa Rady Ministrów Włoch. "Ostrzegam was - wygrajcie to także dla nas."
Polityczni przeciwny Berlusconiego z obozu Juventinich mogli następnego dnia żartować, że jego słowa okazały się klątwą. Fiorentina sensacyjnie objęła prowadzenie, ale Juventus po przerwie zdołał zdołał doprowadzić do stanu 2:1. Sprawy zaczęły jednak przybierać zły obrót nie tylko na boisku, ale także na ławce trenerskiej. "Wciąż jestem majsterkowiczem." - mówił Ranieri podczas naszego wywiadu. "Nadal uważam, że wyborów powinno dokonywać się w konkretnym momencie." Zdejmując z boiska swoich najlepszych piłkarzy, Camoranesiego i Del Piero, zdawał się majstrować przy zwycięstwie Juventusu. Rezerwowi Violi, Papa Waigo i Osvaldo, zdobyli po golu - zwycięska bramka Osvaldo padła w trzeciej minucie doliczonego czasu gry - dzięki czemu poranne nagłówki gazet zmieniły się z "Ranieri: Powrót do wygrywania" na "Ranieri: Nie".
Po meczu żaden z piłkarzy nie rozmawiał z prasą. Zrobił to Ranieri, sam, bez swojego zwykłego, pomarszczonego uśmiechu. Jego opinia o majstrowaniu przy zespole? "Camoranesi dał z siebie wszystko, a Del Piero był zmęczony - zagrał każdy mecz w tym sezonie, więc potrzebowałem kolejnego punktu odniesienia."
Dla Ranieriego ironia tej porażki nie mogła być bardziej okrutna, stały za nią koła historii - z potencjalnymi wskazówkami dla jego przyszłości. 4 grudnia 1994 roku Ranieri przyjechał ze swoją Fiorentiną do Turynu, a Violi udało się objąć dwubramkowe prowadzenie. Juventus odpowiedział dwoma golami zdobytymi przez jego poprzednika w Chelsea, Vialliego, a później niezapomnianą bramką z końcówki meczu przez młodziutkiego cudownego dzieciaka - Del Piero.
Naprzeciwko Ranieriego stanął Marcello Lippi, dla którego to spotkanie stało się przełomowym momentem w sezonie, od którego zaczęła się droga do pięciu Scudetti, a także zwycięstwa w Lidze Mistrzów, Pucharze UEFA, Pucharze Włoch, czterech finałach Włoskiego Superpucharu, Superpucharze Europy i Pucharze Interkontynentalnym - a następnie na Mundialu w 2006 roku z Włochami.
Lippi: maestro, magik, Mefistofeles włoskiego szachowego futbolu, być może najlepszy trener na świecie. Duch Lippiego wisi nad każdym szkoleniowcem Juventusu. Ranieri musi wiedzieć, że nie był pierwszym wyborem Bianconerich, a Juve nie było jedynym klubem, który chciał ściągnąć Lippiego z przerwy od trenowania. Chelsea być może nie była zbyt wdzięczna dla Ranieriego, a Juventus zbyt ochoczo go nie witał, ale La Vecchia Signora to nie fundacja charytatywna. Jeśli Juve będzie chciało zastąpić Ranieriego Lippim, będzie musiało poczekać, aż ten zabierze Juventus do miejsca, w którym Lippi byłby przygotowany do powrotu - mając nadzieję, że stanie się to zanim Milan lub Inter skuszą Lippiego.
Spekulacje odnośnie osoby Lippiego nasiliły się po porażce z Fiorentiną, w gazetach i na blogach pełno było artykułów przypominających czasy Ranieriego w Chelsea, większość fanów faktycznie jednak wspierała Il Mistera i nawoływała do koncentracji na bieżących sprawach, bez względu na to co wydarzy się w dłuższym okresie. Po niedzielnym zwycięstwie nad Interem, hasła "Lippi wróć" całkowicie straciły moc, a piątkowe przychylne nagłówki w La Stampa podsumowały obecną popularność trenera Juve.
To byłaby okrutna niesprawiedliwość, gdyby ktoś inny niż żarliwy Ranieri pojechał z Juventusem - jeśli pozwoli na to losowanie - na Stamford Bridge. Ranieri w Juventusie nie jest w żadnym wypadku Chodzącym Martwym Człowiekiem, ani także Chodzącym Dumnym Człowiekiem. Ku zadowoleniu angielskich kibiców, którzy dobrze go zapamiętali, Ranieri jest teraz dumnym człowiekiem biegnącym z całkiem niezłą szybkością.
źródło: guardian.co.uk

Komentarze (0)

Póki co nie ma tu żadnych komentarzy

Najnowsze komentarze

Tabela ligowa

# Zespół Z P R PKT
1 Juventus 30 3 5 95
2 Napoli 28 3 7 91
3 Roma 23 7 8 77
4 Lazio 21 8 9 72
5 Inter 20 6 12 72
6 Milan 18 10 10 64
7 Atalanta 16 10 12 60

Wasze Sondy

Mega ultra super hiper spierdolony
20%
Chujowy
20%
Zjebany
20%
Popierdolony
20%
Cipowaty
20%
Dobry trener :D haha, na prawde to jest chujowaty
0%
Panel Menu