Wywiad z Torricellim (marzec)

torricelli1Torricelli był niezwykle ważnym zawodnikiem drużyny, która pokonała gigantów z Hiszpanii, a mastępnie wzniosła w górę Puchar Mistrzów w Rzymie: "Wszystko zawdzięczam Trapowi, to on na mnie postawił. Lippi z drugiej strony nauczył mnie wygrywać."

Moreno Torricelli to niezrównana postać w historii Juventusu. Nie tylko dlatego, że podołał ogromnej zmianie poziomu sportowego rozgrywek, w których grał (przeszedł do Juventusu z Serie D), ale także dlatego, że przejskoczenie o tyle poziomów nie sprawiło mu problemów. Do mistrzowskiego poziomu przystosował się błyskawicznie. Obrońca urodził się w Erba 23 stycznia 1970, a jego życie zmieniło się diametralnie w 1992, gdy z pracy w sklepie meblowym stał się piłkarzem Juventusu. Z bocznego obrońcy Caratese do treningów z Baggio i Viallim. Strach jednak nigdy Moreno nie towarzyszy, a wyróżnienia nadeszły bardzo szybko. W 1993 roku Bianconeri zdobyli Puchar UEFA, a następnie Coppa Italia zdobyte z Lippim u steru. Następnie przyszło Scudetto, po którym numer 2 przygotowywał się do walki z Realem Madryt w Lidze Mistrzów.


"Dell Alpi było wypełnione po brzegi - to jedyny raz, gdy doświadczyłem wyprzedania wszystkich biletów na nasz stadion. Atmosfera była wspaniała. Napięcie było ogromne, także dlatego, że nie radziliśmy sobie zbyt dobrze w lidze i Liga Mistrzów była jedynym celem na tamten sezon."

Czy obawiałeś się Realu Madryt?
Nazwa Real zawsze była ogromna. Mieli wspaniałych piłkarzy, jak Hierro, Michel i Luis Enrique. Sprawili nam ogromne problemy na Bernabeu. Tylko Peruzziemu zawdzięczamy to, że skończyło się na 1-0.

Jak przygotowaliście się na rewanż?
Nie robiliśmy nic szczególnie innego niż zazwyczaj. Ferrara, Paulo Sousa i Ravanelli nie mogli zagrać. Tamten Juventus mógł jednak liczyć na jakość w grupie piłkarzy. Reszta miała być zrobiona w dzień meczu, prawdziwy pojedynek: wygrać lub odpaść, wszystko to w jednym meczu.

Początek był obiecujący, rzut wolny Del Piero w 16-stej minucie dał wam prowadzenie.
I to sprawiło, że w dwumeczu znów było 0-0. Prawdziwy mecz rozpoczął się właśnie wtedy. Alessandro był świetny, jeden z najlepszych piłkarzy, z jakim się w życiu spotkałem. Często stałem nieruchomo na treningu, żeby podziwiać jak wykonuje rzuty wolne.

Żeby skraść jego sekrety?
Z moimi stopami? [Śmiech]. Nie. Po prostu z przyjemnością oglądało się jego poświęcenie, zaangażowanie i chęć bycia coraz lepszym - pokazywał to każdego dnia. Uwierzcie mi, był prawdziwym przykładem.

Czy Alex był liderem tamtego Juventusu?
Nie, ciągle był zbyt młody. Luca Vialli był liderem, perfekcjonistą. Na treningach był prawdziwą zmorą, ale też pierwszym, który wyciągał pomocną dłoń. Prawdziwy kapitan, nawet poza boiskiem. Vialli był jednym z dwóch, którzy jeśli miałeś problem, to starali się go rozwiązać, nawet jeśli oznaczało to konfrontację z szefostwem klubu. W tamtej drużynie każdy z nas miał jednak w sobie coś z lidera.

Na przykład?
Spokój Pessotto, klasa Del Piero, niezawodność Perruziego, umiejętność Ferrary do wprowadzania spokoju, koleżeństwo i dbałość o szczegóły Conte. Na czele tego wszystkiego stał Marcello Lippi, który kierował nami wszystkimi w wyjątkowy sposób. A pomyśleć, że przy pierwszym spotkaniu z trenerem, prawie się pokłóciliśmy.

Dlaczego?
W Juventusie wszystko się zmieniło. Od dyrektorów, przez menedżerów, do trenera. Lippi zastąpił Trapattoniego i przed treningiem 'opieprzył' mnie przy wszystkich. Na początku byłem oszołomiony, a potem zaczęliśmy się sprzeczać. Złość spowodowała, że miałem łzy w oczach.

O co poszło?
Tak naprawdę, to o nic. Rozegrałem dopiero 2 sezony w najwyższej klasie rozgrywkowej. Lippi oczekiwał ode mnie czegoś więcej. Na pewno nie podobało mu się też, że paliłem papierosy. Od tamtego momentu znienawidziłem go. Potem jednak zrozumiałem jego sposoby na motywację piłkarzy i na trzymanie porządku w drużynie.

Czy Trapattoni był bardziej przystępny?
Trapowi zawdzięczam wszystko. Był zdeterminowany i podjął ogromne ryzyko stawiając na mnie. Mieliśmy jednak jakąś specjalną więź, rozmawialiśmy gwarą. Lippi był po prostu inny, trzymał dystans. Muszę przyznać, że po jego reprymendzie miałem chęć odejść do Romy, która się mną wtedy interesowała.

Na szczęście historia potoczyła się inaczej.
Po prostu musieliśmy się poznać i nauczyć doceniać. Lippi to najlepszy trener, z jakim pracowałem, gdyż był najbardziej kompletny. Z nim wygrałem wszystko, co było do wygrania.

Wróćmy do pojedynku z Realem. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1-0.
W drugiej połowie Di Livio zastąpił Jugovicia. To była jedyna zmiana, byliśmy jednak coraz pewniejsi awansu to kolejnej rundy.

I po ośmiu minutach Padovano podwyższył na 2-0.
A Delle Alpi wybuchło. Dało się jednak odczuć, że gol się zbliża. Przed nią mieliśmy już kilka dobrych okazji na podwyższenie prowadzenia. Po wstępnej radości zdaliśmy sobie jednak szybko sprawę, że od tego momentu będzie tylko ciężej.

Real ruszył do przodu, w międzyczasie Alkorta dostał jednak czerwoną kartkę.
Niestety niedługo potem sędzia 'odesłał' z boiska także mnie. Pamiętam, że oglądałem mecz z tunelu, razem z Zamorano, który był na ten mecz zawieszony. Widziałem jak piłka prawie wpadła do nasze bramki po strzale Rincona. Zbliżał się końcowy gwizdek, a gol zapewniał by awans Realowi. Trzeba przyznać, że trochę szczęścia zawsze się przydaje.

Sędzia Van der Ende w końcu zagwizdał, a Stara Dama awansowała do półfinału Ligi Mistrzów.
Nastąpiła ogromna radość. Pozostała tylko jedna przeszkoda na drodze do Rzymu, gdzie później wygraliśmy.

Jak wspominasz tę noc w Rzymie?
To było moje najbardziej ekscytujące zwycięstwo, takie, które dodało niesamowitej adrenaliny. Scudetto i Puchar Interkontynentalny były jednak również niesamowitymi sukcesami. Zdobycie Scudetto jest szczególne; delektujesz się nim po trochu aż wchodzi Ci w krew. W Tokio wszystko było dziwne. Tak na prawdę zorientowałem się, co wygraliśmy, dopiero po powrocie do Włoch.

Skąd wziął się Twój sposób na świętowanie z koszulką odwróconą tył na przód?
To był czas gdy pierwszy raz pojawiły się nazwiska na koszulkach. Po prostu odwróciłem koszulkę tak, żeby nazwisko było z przodu, bez zastanowienia. Byłem chyba pierwszym, który to zrobił.

Czym zajmujesz się teraz?
Poświęcam czas rodzinie. Miałem sporo ofert na prowadzenie klubów w Serie B. Myślę jednak, szczególnie po śmierci mojej żony, że powinienem myśleć przede wszystkim o dzieciach.

Jak przeżywasz takie momenty?
Myślę o rzeczach, które są naprawdę ważne. Muszę przyznać, że sport wiele uczy. Przede wszystkim tego, jak znaleźć siłę na przezwyciężenie trudności i zachowanie równowagi.

źródło: Hurrá Juventus (Marzec)

Komentarze (2)

Fajny wywiad i do takiego charakteru Juve jak wtedy powinniśmy teraz dążyć

  Załączniki
 

Szczerze mówiąc dopiero po przeczytaniu powyższego wywiadu dowiedziałem się, że żona Torricellego zmarła. Bardzo przykra wiadomość, po której wypada mi mieć nadzieje, że ten znakomity niegdyś obrońca pozbierał się po stracie i wiedzie spokojne życie. trzymam za niego kciuki!

Co do wspomnień piłkarskich to wypada mi wspomnieć, że zawodnocy z lat 90tych byli dla mnie jak herosi gloryfikowałem ich i do dziś jestem szczęślicy, że mogłem oglądać tak wspaniałą drużynę, która jak wspomniał Moreno wygrywała wszystko co było do wygrania.

  Załączniki
 
Póki co nie ma tu żadnych komentarzy

Najnowsze komentarze

Tabela ligowa

# Zespół Z P R PKT
1 Juventus 30 3 5 95
2 Napoli 28 3 7 91
3 Roma 23 7 8 77
4 Lazio 21 8 9 72
5 Inter 20 6 12 72
6 Milan 18 10 10 64
7 Atalanta 16 10 12 60

Wasze Sondy

Mega ultra super hiper spierdolony
20%
Chujowy
20%
Zjebany
20%
Popierdolony
20%
Cipowaty
20%
Dobry trener :D haha, na prawde to jest chujowaty
0%
Panel Menu