Real - Juventus: zapowiedź spotkania

Już za dwie godziny na stadionie Santiago Bernabeu kibice będą mogli obejrzeć mecz, obok którego nie można przejść obojętnie. Starcie gigantów, plejada gwiazd na murawie, a w głowach wspaniałe wspomnienia.
Tego meczu po prostu nie wolno przegapić, co zrozumiała nawet nasza rodzima TVP, rezygnując z tradycji transmisji meczu drużyny angielskiej, pozwalając rzeszom polskich kibiców obejrzeć właśnie spotkanie Juventusu. Mam nadzieję, że świadomość tego faktu i związana z tym presja nie przeszkodzi Juventusowi w walce o awans.
Zmienne czasy
Minęły zaledwie dwa tygodnie od meczu w Turynie i wszystko, czym Juventini wówczas się podbudowywali, działa teraz na naszą niekorzyść, natomiast nasze zmartwienia są teraz zmartwieniami kibiców Realu.
My mówiliśmy o słabej formie, teraz Real przystępuje do meczu po zaledwie dwóch wygranych w ostatnich sześciu spotkaniach (skończyło się stratą prowadzenia w ligowej tabeli).
Spoglądaliśmy na brak defensywnych pomocników w kadrze Realu, teraz Schuster ma do dyspozycji wszystkich graczy.
My wierzyliśmy w magię naszego miasta (choć innego niż zwykle stadionu), teraz kibice Realu podbudowują się statystykami bezpośrednich pojedynków na stadionie ich klubu.
Ale po kolei.
Real przystępował do meczu z Juventusem będąc niepokonany przez osiem spotkań. Natomiast kibice Juve zapomnieli już jak smakują trzy punkty, ostatnie zdobyli aż sześć spotkań wcześniej. Pojedynek miał być wówczas szansą na przełamanie dla jednych i drugich: dla Juventusu była to walka o powrót na ścieżkę zwycięstw, Real chciał przypomnieć sobie jak smakują trzy punkty wywiezione z Turynu. Przełamać negatywną passę mogła tylko jedna drużyna i, ku zaskoczeniu większości kibiców Realu, był to zespół Starej Damy.
Teraz Juventus przystępuje do meczu z dużo większym optymizmem, choć zdaje się, że nie do końca powinien. Mecze w Hiszpanii układają się dla naszej drużyny bardzo ciężko. Strona Realu wyliczyła nam aż 13 porażek na 19 wizyt w tym kraju. Jak na tak wielki klub – statystyka, nie ma co kryć, jest fatalna. Można też przywołać drużynę Deportivo La Coruna – choć nie jest to klub z najwyższej półki, zdawał się mieć patent na nasz zespół w bezpośrednich pojedynkach. Łatwiej nam się grało z zespołem z Barcelony, którego potrafiliśmy skarcić nawet grając w osłabieniu i z Zalayetą w ataku (który dwa największe hiszpańskie kluby musi darzyć wielkim sentymentem, gdyż jego zwycięskie bramki z Realem i Barceloną to zapewne najpiękniejsze chwile w dotychczasowej karierze).
Tyle jednak ogółem o Hiszpanii, wróćmy do naszego najbliższego rywala. Pojedynki z Realem nie są, niestety, odstępstwem od niekorzystnej dla nas reguły. Choć trzy ostatnie dwumecze rozstrzygaliśmy na własną korzyść – naszą bronią była wspaniała gra na własnym stadionie. Na wyjazdach ponieśliśmy trzy porażki, strzelając zaledwie jedną bramkę (autorstwa nieobecnego dziś Trezeguet) i tracąc cztery.
Jedyne zwycięstwo odnieśliśmy ponad 45 lat temu, skromne 0:1, lecz ostatecznie na niewiele nam to się zdało, gdyż porażka w Turynie (w tym samym stosunku) zmusiła oba kluby do rozegrania trzeciego, decydującego meczu, w którym Real na neutralnym stadionie zdołał na nasze trafienie odpowiedzieć trzema golami.
Gdzie wypatrywać szans na przerwanie tej passy? Można w osobie Claudio Ranieriego - już dawno Juventus nie miał trenera, który tak dobrze znałby hiszpański futbol – najwyższy czas by cztery lata spędzone w Hiszpanii (choć nie wszystkie chwile Claudio chciałby pamiętać jak najdłużej) zaprocentowały.
A walczymy nie tylko o przerwanie passy, lecz przede wszystkim o awans i pierwsze miejsce w grupie. Zwycięzca dzisiejszego spotkania ma prawo odetchnąć już pełną piersią i spokojnie obserwować sytuację w innych grupach, wypatrując możliwego rywala w następnej rundzie. Zwłaszcza Juventus – ewentualna wygrana da nam już niemal pewne pierwsze miejsce, a wtedy miło będzie popatrzeć na drużyny walczące o drugie pozycje w swoich grupach – wśród nich byłby rywal Juventusu w pierwszym dwumeczu fazy pucharowej.
Remis? Przedłuża on nadzieje jednych i drugich na zajęcie pierwszego miejsca, a także nadzieje Zenitu bądź BATE (w zależności od rezultatu w ich pojedynku) na awans z grupy. Patrząc jednak historycznie – remis jest najmniej prawdopodobnym wynikiem. Niezależnie od tego, gdzie były rozgrywane pojedynki Realu i Juventusu: czy to w Hiszpanii, czy we Włoszech, czy też na neutralnym gruncie – nigdy te dwie drużyny nie podzieliły się punktami. Co niezwykle dziwi, zważywszy jak rzadko jakakolwiek drużyna zdołała wygrać dwiema bramkami: były cztery takie mecze, trzykrotnie wygrywał Juventus, raz Real. Dziewięć pozostałych spotkań kończyło się minimalnym zwycięstwem jednej z drużyn, przy czym aż siedmiokrotnie padała jedna bramka.
Skoro już nawiązuję do statystyk – dziś możemy przeżyć niemiły jubileusz pięćdziesiątej porażki w rozgrywkach europejskich. Siła Realu:
Tradycyjnie uważa się, że siłą Realu jest ofensywa, a defensywa stanowi ich najsłabszą formacje. I choć w ostatnich latach działacze Realu próbują zerwać z tą nieprzychylną dla nich etykietą, czyniąc kolejne inwestycje w obronie (Metzelder, Cannavaro, Heinze czy Pepe) oraz zatrudniając odpowiednich szkoleniowców – Capello i Schuster potrafią ustawić drużynę w defensywie – wciąż nie są w stanie tego dokonać. Różnica tkwi w pomocy, której siła opiera się na graczach ofensywnych: Sneijder, Robben, Van Der Vaart są usposobieni wyraźnie ofensywnie, Guti także lubi pobiec do przodu. Często jedynym defensywnym pomocnikiem jest więc Gago bądź Diarra, a to bywa zbyt mało, zwłaszcza jeśli na bokach obrony grają jednocześnie Marcelo i Ramos, którym Schuster pozwala na udział w akcjach ofensywnych.
A jak to wygląda w praktyce? 
Po 9 spotkaniach ligowych Real ma na koncie już 24 zdobyte bramki (średnio 2,67 na spotkanie, drugi wynik w lidze po Barcelonie) i 13 bramek straconych (średnio 1,44 na spotkanie, zaledwie trzynasty wynik w lidze).
Można więc podsumować, że wszystko po staremu. Skończyła się krótka era Capello, Królewscy znów zachwycają w ataku, ośmieszając się w obronie… ale czy naprawdę?
Jeśli spojrzy się na poszczególne wyniki Realu, łatwo zauważyć, że bramek wcale nie strzelają aż tak wiele. Wysoki wynik zawdzięczają jednemu fenomenalnemu meczowi, w którym pokonali Gijon 7:1. Gdyby ten mecz wykluczyć, ich średnia wynosiłaby niewiele ponad dwie bramki na spotkanie. Do dziś Real, spośród 12 rozegranych spotkań (włączając Ligę Mistrzów), tylko trzy razy zaaplikować rywalom ponad dwie bramki – a wszystkie te drużyny są z dołu tabeli ligi hiszpańskiej i posiadają fatalną obronę. 
Być może w tym Juventus powinien upatrywać swoich szans. W Turynie nie stworzyliśmy zbyt wielu okazji, jesteśmy w stanie stworzyć sobie tyle samo na stadionie Realu. Jeśli zachowamy podobną skuteczność, to Realowi będzie niezwykle ciężko sięgnąć po trzy punkty. Sytuacja kadrowa
Do poprzedniego meczu przystępowaliśmy w bardzo złej sytuacji kadrowej. Do dziś uległa ona wyraźnej poprawie – powrócił choćby Tiago oraz Camoranesi (którzy mają dziś wybiec w podstawowym składzie), wypadł jednak Grygera – dlatego jego miejsce na prawej stronie prawdopodobnie zajmie Mellberg. Wbrew zapowiedziom Ranieri nie będzie miał jednak do dyspozycji dwóch pomocników – Zanettiego i Marchisio.
Sytuacja Realu przed dwoma tygodniami także nie była idealna – brakowało zwłaszcza defensywnych pomocników oraz rozgrywającego Gutiego, co w grze było bardzo widoczne – Juventus na długie minuty potrafił przejmować inicjatywę, a przez całe spotkanie przez Królewskich nie została zagrana żadna dokładna prostopadła piłka: ich gra opierała się głównie na wrzucaniu piłki w pole karne bądź oddawaniu licznych strzałów z dystansu, z reguły zupełnie niegroźnych. Realowi większość meczu brakowało w ofensywie jeszcze jednego – przebojowego pomocnika, który wziąłby na siebie ciężar akcji, ściągając 2-3 graczy Juventusu. W drugiej połowie tym kimś okazał Robben, jego wejście na boisko znacznie ożywiło poczynania Królewskich. Dziś ten pomocnik będzie do dyspozycji trenera już od pierwszej minuty i z pewnością niejeden raz przyprawi Juventinich o szybsze bicie serca.
Niestety nie tylko ten zawodnik powróci na boisko. W zasadzie wszyscy gracze Realu są w stanie zagrać w dzisiejszym spotkaniu – wbrew nadziejom Juventinich na boisko wybiegnie więc Diarra, Pepe oraz Van Nistelrooy, a ich losy ważyły się do ostatnich chwil.
Jak to widzą bukmacherzy (procentowe szanse na wygraną/remis/porażkę Juventusu): Bet365: 15/26/59
Bwin: 17/25/58
STS: 19/26/55 Jak widać bukmacherzy nie mają żadnych złudzeń – murowanym faworytem jest drużyna Hiszpańska. Nie można ich o to winić, bo teoretycznie większość przemawia za nimi – miejsce, historia, skład. Dwa tygodnie temu tragiczna forma z wcześniejszych meczów nie przeszkodziła Juventusowi w nawiązaniu do pięknej przeszłości i pokonaniu Realu, więc trudno oczekiwać, by teraz nie stawiano Realu w roli zdecydowanego faworyta, skoro i forma, i historia, i skład Realu przemawia dosadniej za hiszpańską drużyną, niż przed pierwszym meczem przemawiały za Juventusem. Osłabienia:

Juventus:
Buffon
Andrade
Knezevic
Grygera
Zebina
Salihamidzic
Zanetti
Marchisio
Poulsen
Trezeguet Powoli kolejni gracze wracają po odniesionych urazach – wrócił De Ceglie, Tiago, Camoranesi, blisko powrotu jest Marchisio, Zanetti, Salihamidzic, kontuzja Grygery jest niegroźna (powinien zagra już w kolejnym spotkaniu), Poulsen trenuje indywidualnie. Nawet Zebina wypatruje powrotu do składu. Real:
De la Red
Torres (obaj kontuzjowani zawodnicy są postaciami dalekiego planu)
Javi García
Codina
Metzelder (ta trójka jest zdrowa, nie znalazła uznania w oczach trenera)
Przewidywane ustawienia:

Real:
Casillas
Ramos, Cannavaro, Pepe, Heinze
Robben, Gago, Sneijder, Van der Vaart
Raúl, Van Nistelrooy Taki właśnie skład najczęściej pojawia się w zapowiedziach (czasami miejsce Heinze zajmuje bardziej ofensywny Marcelo). Cześć specjalistów uważa jednak, że Schuster zdecyduje się na ustawienie z Gutim i Sneijderem w środku pola – obaj zawodnicy grywali tak wielokrotnie, jednak w tym sezonie z powodu kontuzji (Holender opuścił początek sezonu, Hiszpan wraca po kilku tygodniach przerwy) gracze nie mieli okazji zagrać obok siebie. Mimo to, ze względu na wagę spotkania, być może już dziś Guti zajmie miejsce w środku pomocy Realu.
Niezależnie od ustawienia w wyjściowym składzie: na ławce Realu znajdzie się kilku zawodników, którzy będą mogli odmienić losy dzisiejszego spotkania.
Juventus:
Manninger
Mellberg, Legrottaglie, Chiellini, Molinaro
Camoranesi, Sissoko, Tiago, Nedved
Del Piero, Amauri Tutaj raczej nie będzie większych niespodzianek. Wątpliwości pojawiają się tylko przy obsadzie prawego skrzydła – Camoranesi, choć trenuje od pewnego czasu, nie otrzymywał szans od Ranieriego by wejść w rytm meczowy, a Marchionni wydawał się łapać wiatr w żagle.
Pozostałe pozycje powinny pozstać obsadzone zgodnie z powyższym schematem. 
Na ławce Juve trudno będzie szukać piłkarzy, którzy mogliby uratować nasz zespół w razie kiepskiej sytuacji. Jeśli Camoranesi będzie grał w podstawowym składzie (a na to liczę), to każda zmiana będzie jedynie wprowadzeniem nowych sił. Trudno od Iaquinty, De Ceglie czy Giovinco wymagać, by rozbili Real.
Kluczowi gracze:
Juventus: Sissoko – to on był najjaśniejszą postacią poprzedniego pojedynku i wszyscy Juventini liczą, że ponownie zachwyci ich swoją grą. Będzie to zdecydowanie trudniejsze, gdyż Real będzie mógł grać także skrzydłami (a nie jak wcześniej - tylko środkiem boiska), jednak jego prawdopodobny partner (Tiago) potrafi imponować grą w destrukcji, więc Sissoko nie powinien czuć się osamotniony.
Real: Nisterlooy - Holender zagrał w trzech meczach Realu w Lidze Mistrzów i ma na koncie trzy trafienia. Jego regularność jest imponująca, a chwila nieuwagi (jak w spotkaniu w Turynie) zwykle kończy się bramką.  Na kogo warto zwrócić uwagę:
Juventus: Legrottaglie – w ostatnich meczach to właśnie doświadczony Włoch jest najjaśniejszą postacią naszej defensywy. Opanowany w każdej sytuacji, potrafił upilnować każdego napastnika i jednocześnie naprawiać błędy popełnione przez partnerów. Dziś na jego barkach spocznie bardzo ciężkie zadanie, ale jeśli wciąż marzy o karierze reprezentacyjnej, to właśnie w takich spotkaniach powinien pokazywać pełnię swoich umiejętności.
Real: Dudek – czyli aspekt humorystyczny. Mecz jest jednak w TVP, więc śmiało możemy oczekiwać kilku wypowiedzi na temat byłego bramkarza reprezentacji, wspominania pamiętnego finału Ligi Mistrzów, a także prób odpowiedzi na temat roli Polaka w drużynie Królewskich. 
Chłodnym okiem:
Wiele osób przychylnych Juventusowi stara się podkreślać kryzys Realu. Dla mnie jednak porażka rezerw w meczu pucharowym oraz remis w następnym spotkaniu to za mało, by używać tego słowa. I nie ma co wypominać drużynie mało widowiskowej gry – w tym spotkaniu Juventus na to Królewskim i tak by nie pozwolił.
Mimo to jestem zaskoczony tak zdecydowanymi opiniami bukmacherów. Zdaję sobie sprawę, że Juvenus w Hiszpanii radzi sobie dość słabo, jednak kilkanaście procent szans na zwycięstwo – w dzisiejszych czasach to niemal synonim przepowiadania wysokiej porażki. Taka możliwość nie wydaje się być realna.
A jak będzie? Spodziewam się niezwykle ciężkiego spotkania, a pomyślny dla nas obrót spraw wymaga tych samych czynników, które zaobserwowaliśmy w Turynie: dobrej gry naszych w defensywie, słabej skuteczności rywali oraz odrobiny szczęścia (jak wówczas przy golu Amauriego czy słupku Sneijdera). 
I nie oszukuję sam siebie – zwycięstwo jest dość nieprawdopodobne, a remis powinien nas w pełni zadowalać. Drużyny Realu i Bate pokazały, że nie taki straszny stadion Zenitu, jak go malują. Wierzę więc, że dzisiejszy remis może nam dać pierwsze miejsce na koniec zmagań grupowych. A to mnie w pełni zadowala.

Komentarze (0)

Póki co nie ma tu żadnych komentarzy

Najnowsze komentarze

Tabela ligowa

# Zespół Z P R PKT
1 Juventus 30 3 5 95
2 Napoli 28 3 7 91
3 Roma 23 7 8 77
4 Lazio 21 8 9 72
5 Inter 20 6 12 72
6 Milan 18 10 10 64
7 Atalanta 16 10 12 60

Wasze Sondy

Mega ultra super hiper spierdolony
20%
Chujowy
20%
Zjebany
20%
Popierdolony
20%
Cipowaty
20%
Dobry trener :D haha, na prawde to jest chujowaty
0%
Panel Menu