Artykuły

Statistics
  • 417 Articles
Felipe Melo przybył do Włoch w 2008 roku jako nieznany gracz. Jednak będąc zauważonym przez...
Felipe Melo przybył do Włoch w 2008 roku jako nieznany gracz. Jednak będąc zauważonym przez sławnego łowcę talentów z Florencii, twardo grający pomocnik szybko stał się rewelacją Serie A. Teraz, rok później jest już zawodnikiem Juventusu i coraz bardziej opierzonym reprezentantem Brazylii. W wieku 26 lat rozpoczyna najważniejszą przygodę w karierze. Przedstawiamy Wam Felipe Melo, człowieka którego chciał Arsenal, jednak ostatecznie stał się pomocnikiem Starej Damy.













Czy Juventus jest punktem wyjścia czy wejścia w Twojej karierze?
Definitywnie punktem wyjścia. Zaczynam nowe życie i mam bardzo dużo do zdobycia. To bardzo ekscytujące.

Jesteś gotów?
Tak, ale muszę przezwyciężyć zmęczenie. Nie miałem przerwy od końca poprzedniego sezonu. Grałem w eliminacjach do Mistrzostw Świata, potem podczas wakacji wcale nie wypocząłem, bo ciągle czekałem na telefon dotyczący mojej przyszłości. Następnie grałem Puchar Konfederacji, a po nim przygotowania do sezonu z Juventusem. Dobrze, że byłem zawieszony na pierwszy mecz Serie A, więc trener dał mi 3 dni wolnego, żebym odpoczął gdzieś z rodziną.

Gdy rozpoczynałeś karierę czy wyobrażałeś sobie taki dzień w którym jesteś podstawowym zawodnikiem Juventusu i drużyny narodowej?
Marzyłem o tym, ale nigdy sobie tego nie wyobrażałem. Jednak drużyny najbardziej znane w Brazylii to Milan, Juventus, Liverpool i Manchester United, więc wiedziałem co nieco i lubiłem Bianconerich.

Miałeś idola gdy byłeś młody?
Tak, Zico. Udało mi się go również poznać osobiście.

Jaki był Twój pierwszy klub?
To była drużyna z mojego rodzinnego miasta: Volta Redonda, niestety już nie istnieje. Jestem jednak w kontakcie ze swoim pierwszym trenerem: Nelsonem Aguilar.

Czy to prawda, że zaczynałeś jako napastnik?
Tak, byłem podobny do Diego Milito. Granie jako napastnik zdarzyło się trochę przypadkiem. Byłem w młodzieżowej drużynie Flamengo i grałem Puchar Zico, zdobyłem 10 bramek w 13 meczach i zostałem królem strzelców.

Potem zadebiutowałeś w pierwsze drużynie Flamengo i tak jak w Juventusie swój debiut przypieczętowałeś golem.
Tak, to był decydujący gol w decydującym meczu. Jeżeli byśmy przegrali to zostalibyśmy zdegradowani do Serie B, a dla takiego klubu jak Flamengo to była by katastrofa. Nie myślałem, że wtedy zagram. Wszedłem na plac przy stanie 0-0 i po dośrodkowaniu Petkovicia strzeliłem bramkę głową, mecz wygraliśmy i utrzymaliśmy się w lidze.

Zazwyczaj w Brazylii gdy piłkarz pokaże swój talent, wyszukiwacze talentów z całego świata zaczynają pojawiać się przed jego domem.
Ze mną było tak samo! Pewnego dnia przyjechał ktoś i powiedział, że Bordeaux chce mnie u siebie. Nic się jednak nie stało.

Następnie przeszedłeś do Cruzeiro z Gomesem, Maiconem, Alexem, Luisao i Deividem w składzie oraz Luxemburgo na ławce.
Luxemburgo był najlepszym trenerem jakiego miałem w Brazylii, to urodzony zwycięzca, który pracował jak wariat. Potrafił tłumaczyć ci coś aż do wyczerpania.

Czy Maicon był wtedy tak dobry jak teraz?
Był rezerwowym, zastępcą Maurinho, zawodnika który zadebiutował w drużynie narodowej, jednak potem nękały go kontuzje.

Z Cruzeiro przeszedłeś do Gremio.
Z tego okresu mojego życia, najlepszym wspomnieniem jest poznanie mojej żony.

Następnie transfer do Europy, do Realu Mallorca. Dlaczego akurat tam?
Benfica i Porto się mną interesowały, ale tylko Mallorca naprawdę złożyła ofertę. To był jednak wspaniały transfer. Pamiętam grę przeciwko Realowi Madryt, w składzie którego byli wszyscy najlepsi: Zidane, Beckham, Roberto Carlos. Udało mi się strzelić im bramkę i wygraliśmy 2-1. To było bardzo satysfakcjonujące!

W Mallorce spędziłeś tylko rok i zgłosił się po Ciebie Racing Santander...
To były dwa trudne sezony w Racingu. Musiałem grać jako lewy obrońca i jako napastnik; mówili, że nie nadaję się na środkowego pomocnika. Ja się jednak z tym nie zgadzałem, zdałem sobie sprawę, że będę zawodnikiem siłowym i walecznym.

Opuściłeś Racing, żeby dołączyć do Almerii...
Na początku myślałem, że robię krok wstecz, jednak potem zobaczyłem, że to był właściwy ruch. To był wspaniały rok z Unai’em Emery jako trenerem i Alvaro Negredo w ataku.

Kiedy Fiorentina skontaktowała się z Tobą?
Podpisałem kontrakt 5 miesięcy przed końcem sezonu. Nie chciałem ryzykować tego, że się rozmyślą, więc nie zastanawiałem się długo.

Jaką ocenę wystawił byś sobie za sezon w koszulce Violi?
Osiem na dziesięć.

Pamiętasz swój debiut?
To było przeciwko Slavii Praga w eliminacjach do Ligi Misrzów. Po 4-ech minutach Mutu zdobył gola z wolnego.

Jakie było Twoje najlepsze doświadczenie z Fiorentiną?
Powrót z Lecce z zapewnionym 4-tym miejscem i grą w eliminacjach do LM. Miasto było pełne ludzi.

A najgorsze?
To oczywiście zawieszenie po zajściu w Cagliari.

Każdy wypowiada się w samych superlatywach o Cesare Prandellim...
Jest szalenie inteligentny, naprawdę! Nigdy nie spotkałem trenera jak on. On od razu wie, co musi zrobić, zna potrzeby drużyny. Jest naprawdę niesamowity.

Podczas pobytu we Fiorentinie dostałeś powołanie do reprezentacji. Jak się o tym dowiedziałeś? Zadzwonił do Ciebie trener?
Nie, byłem w domu z rodziną. Przeglądaliśmy stronę internetową brazylijskiej federacji i gdy zobaczyliśmy moje nazwisko zaczęliśmy wrzeszczeć jak opętani.

Jak wyglądał Twój pierwszy dzień z drużyną narodową?
Niektórych zawodników znałem już wcześniej, więc to trochę pomogło. Jako tradycja, ‘świeżak’ musi dać mowę a inni się z niego nabijają. To swego rodzaju chrzest. Byłem bardzo szczęśliwy.

Jakie są Twoje główne atuty?
Siła fizyczna, wychodzenie z piłką z własnej połowy i gra głową.

Co powinieneś poprawić?
Muszę grać piłką szybciej, lepiej ją opanowywać.

Jacy zawodnicy na Twojej pozycji są najlepsi?
Michael Essien z Chelsea i Yaya Toure z Barcelony.

Jaki jest Ciro Ferrara?
Trochę podobny do Prandellego, zawsze patrzy ci prosto w oczy gdy z Tobą rozmawia.

Jak sobie wyobrażasz przygodę z Juventusem?
Mam 26 lat, jestem gotowy na wygrywanie. Jeśli nie byłbym gotowy teraz, to nigdy nie będę. Przybyłem do wielkiego klubu, który od dawna nic nie wygrał i teraz czas to zmienić.

Przed meczem unosisz ręce w górę i się modlisz. Możesz nam powiedzieć o co?
Modlę się za moich kolegów z boiska, żeby dobrze grali i za rywali, żeby nikt na boisku nie doznał urazu.

Czy to prawda, że uprawiasz sztuki walki? Że jesteś ekspertem Jujitsu?
Tak, to prawda. Jednak już tego nie praktykuję. Często się tym zajmowałem jako młody dzieciak. Zawsze byłem bardzo systematyczny i pełny energii. Z pomocą sztuk walki nauczyłem się kontrolować samego siebie.

Gdzie zostawiłeś swoje psy?
We Florencji. Jednak jak tylko kupimy dom, ściągnę je od razu do siebie - nie mogę się doczekać.

Gdy jesteś w domu to oglądasz mecze w telewizji?
Oglądam wszystkie mecze jakie tylko się da. Mam szczęście, że mam taką żonę - ona wie, że to moja praca. Jednak 2 razy w tygodniu wychodzimy gdzieś tylko we dwoje.

Czy wierzysz, że Juvnetus jest w stanie wygrać Scudetto w tym sezonie? Inter wydaje się mocny.

W Juve spotkałem ludzi głodnych zwycięstw. Po 3-ech latach bez żadnego sukcesów, jesteśmy gotowi na przywiezienie do domu jakieś trofeum. Tak naprawdę to chcemy 2 tytuły: LM i Serie A. Głęboko wierzymy, że jesteśmy w stanie wygrać.

Calcio Italia 10/2009
przetłumaczył i zredagował: Ironek
  1.   02 październik 2009
  2.   Artykuly
camoranesi5
"Niezależnie od miejsca, niezależnie od siły rywala, zawsze staramy się narzucić nasz styl gry...
camoranesi5
"Niezależnie od miejsca, niezależnie od siły rywala, zawsze staramy się narzucić nasz styl gry i kontrolować przebieg meczu. Podobnie będzie również w najbliższym pojedynku w Palermo.
Miniony mecz, z Bayernem, był ciężki. Graliśmy przeciwko znakomitej drużynie, która nie przegrała wielu kolejnych meczów na własnym terenie. W pierwszej połowie nie graliśmy najlepiej, ale po przerwie zmierzyliśmy się z trudnościami i nie pozwoliliśmy rywalowi na zbyt wiele." Camoranesi nie wydaje się być zmartwiony faktem, że po remisie w Monachium na czele tabeli znajdują się obaj rywale Juventusu, do których on sam traci dwa punkty "Póki co nie należy się niepotrzebnie martwić, Bayern czeka jeszcze wycieczka do Turynu, a także nikt nie powie, że nie możemy wygrać w Bordeaux. To wyrównana grupa, z trzema naprawdę silnymi ekipami."
Podczas meczu w Monachium Mauro nie tylko angażował się w ofensywę, grając na całej szerokości boiska, ale także wspierał prawego obrońcę w walce z Frankiem Ribery "Francuz jest nadzwyczajnym zawodnikiem, jednym z najlepszych na świecie" powiedział Camoranesi "musiałem zmienić mój sposób gry, by móc wspierać Grygerę w defensywie."
Już od początku obecnego sezonu Mauro udowadnia swoją wartość i nie myśli o oddaniu miejsca w podstawowym składzie Juventusu "Wciąż jesteśmy na samym początku długiej drogi, ale cieszę się, że mogę grać regularnie. To bardzo ważne dla mnie, zwłaszcza po ostatnich sezonach w których nazbyt często nie mogłem wesprzeć kolegów moimi umiejętnościami. Wprawdzie i w tym sezonie kontuzje zdążyły dać mi się we znaki, ale szybko wróciłem do zdrowia i pełni sił, mogąc rozgrywać spotkania co trzy dni. Liczę, że jeszcze długo tak pozostanie."
Kalendarz nie pozwala na przerwę i już w niedzielny wieczór Bianconerich czeka kolejny mecz wyjazdowy, tym razem w Palermo. To znakomita okazja by po dwóch remisach powrócić na ścieżkę zwycięstw "Z pewnością jest różnica pomiędzy dwoma ostatnimi remisami. Bologna to przecież rywal w naszym zasięgu, a my zapłaciliśmy wysoką cenę za naszą beztroskę. Odrobina więcej uwagi, a trzy punkty pozostałyby w Turynie. Zupełnie inaczej wyglądał mecz z Bayernem, bo zawsze jest różnica pomiędzy ligą krajową a europejskimi pucharami. Do Palermo pojedziemy z odpowiednim nastawieniem, celując tylko w wygraną. W obecnym sezonie nasz styl jest oczywisty – kontrolować przebieg gry, niezależnie od rywala. Wierzę w naszą drużynę i w jej wielkie możliwości."
źródło: juventus.com
  1.   02 październik 2009
  2.   Oficjalny
iaquinta3
W przeddzień pojedynku w Lidze Mistrzów snajper Juventusu, Vincenzo Iaquinta, udzielił...
iaquinta3
W przeddzień pojedynku w Lidze Mistrzów snajper Juventusu, Vincenzo Iaquinta, udzielił krótkiej wypowiedzi dla strony oficjalnej "Zdajemy sobie sprawę, że pojedynek z Bayernem będzie bardzo trudny. Ale mamy wszelkie możliwości, by rozegrać znakomity mecz. Remis z Bologną zostawiliśmy już za sobą, nawet jeśli wciąż żałujemy straconych punktów. Teraz jednak nadszedł czas by patrzeć do przodu i skupić się wyłącznie na meczu z Bayernem. Z wielkimi graczami w kadrze, z kibicami na trybunach będą bardzo trudni do pokonania, ale ubiegłoroczny wyjazd do Madrytu miał być jeszcze trudniejszy, a wszyscy pamiętamy jak się zakończył. Jutrzejszy mecz też może być piękny. Nie myślimy o remisie, jedziemy do Monachium by sięgnąć po trzy punkty."
źródło: juventus.com
  1.   29 wrzesień 2009
  2.   Oficjalny
lm1
Prezes Bayernu Monachium, Karl-Heinz Rummenigge, nie może się już doczekać środowego pojedynku...
lm1
Prezes Bayernu Monachium, Karl-Heinz Rummenigge, nie może się już doczekać środowego pojedynku z Juventusem Turyn i oczekuje, że będzie to prawdziwy test jakości dla jego drużyny "Oczekujemy przybycia Bianconerich na Alianz Arena. Dla nich będzie to niezwykle ważne spotkanie, pamiętając o ich niedawnym pobycie w Serie B. To bardzo silny klub, więc do spotkania podejdziemy z maksymalną koncentracją i determinacją. W przeszłości pokonaliśmy już Juventus w Monachium i to może dać nam minimalną przewagę przed meczem, podobnie jak gra przed naszymi fanami. Niezależnie od ich remisu z Bordeaux, to Bianconeri są naszym najgroźniejszym rywalem w grupie. Są po prostu silniejsi od francuskiej ekipy." Rummenigge wypowiedział się nie tylko o rywalizacji obu klubów, ale także niemieckiej i włoskiej piłki ogólnie "Awans do fazy pucharowej nie jest łatwym zadaniem dla niemieckich ekip, ale niezwykle dla naszego futbolu istotne. Mamy szansę wyprzedzić wreszcie Italię w rankingu UEFA i zdobyć dodatkowe miejsce w Lidze Mistrzów w przyszłych latach."
W tym kontekście środowy pojedynek nabiera dodatkowego smaczku.
źródło: Football Italia
  1.   28 wrzesień 2009
  2.   Prawdopodobny
marchisio2
Nie udało się zdobyć bramki we wtorek, gdy piłka trafiła w poprzeczkę, ale udało się tę sztukę...
marchisio2
Nie udało się zdobyć bramki we wtorek, gdy piłka trafiła w poprzeczkę, ale udało się tę sztukę dokonać kilka dni później. "Jestem szczęśliwy z tego trafienia, zwłaszcza po niewykorzystanej okazji we wtorek. Dziękuję Camoranesiemu za doskonałą piłkę, musiałem tylko dokończyć dzieła. Jako drużyna staramy się grac jak najlepiej w każdym kolejnym spotkaniu. Nawet jeśli rozgrywamy wiele spotkań, musimy odnaleźć w sobie siłę i determinację by zawsze pokazywać to, na co nas stać. Pod względem fizycznym czuję się bardzo dobrze, nawet po pracy na zgrupowaniu reprezentacji. To jest naprawdę dobry czas dla mnie. Dziękuję za to Ferrarze i Lippiemu, którzy okazują mi niezbędne zaufanie, a także Ranieriemu, który w minionym sezonie bardzo pomógł mi się rozwinąć.
Nawet jeśli drużyna nie jest w najlepszej kondycji, gramy dobrze i osiągamy znakomite wyniki. Postaramy się to utrzymać w meczu z Genoą, co nie będzie łatwe. To znakomita mieszanka doświadczenia i młodości."
źródło: juventus.com
  1.   21 wrzesień 2009
  2.   Oficjalny
iaquinta2
Wydaje się, że snajper Juventusu – Vincenzo Iaquinta – wywalczył wreszcie rolę podstawowego...
iaquinta2
Wydaje się, że snajper Juventusu – Vincenzo Iaquinta – wywalczył wreszcie rolę podstawowego gracza w barwach swojej drużyny. Po dwóch latach ciężkiej pracy i mało regularnej gry pod okiem Claudio Ranieriego, zawodnik wreszcie został w pełni doceniony przez nowego szkoleniowca. I spłaca kredyt zaufania w najlepszy możliwy sposób – trzema bramkami w czterech meczach "Zawsze czułem się ważnym zawodnikiem, tak jak pozostali koledzy z pierwszej drużyny. Każdy, kto ciężko pracuje, zostawia zdrowie na treningach, otrzyma swoją szansę gry. Ja także. Będąc w formie, mogę walczyć z każdym. Ale za moje trafienia brawa należą się także dla pozostałych graczy." Choć Juventus znajduje się na szczycie Serie A, zawodnik nie zawraca sobie tym głowy "Tabela? Jesteśmy skupieni na kolejnym meczu, na niczym więcej."
źródło: goal.com
  1.   21 wrzesień 2009
  2.   Prawdopodobny
livorno
Powracając na boiska Serie A Juventus wraca także do zwycięskiej passy. Tym razem w pokonanym...
livorno
Powracając na boiska Serie A Juventus wraca także do zwycięskiej passy. Tym razem w pokonanym boju Bianconeri pozostawili Livorno, strzelając rywalowi dwie bramki już w trakcie pierwszej połowy, a samemu zachowując czyste konto. Autorami trafień byli Iaquinta i Marchisio, a dwiema asystami popisał się Camoranesi.

Juventus - Livorno 2:0 (2:0)
8' Iaquinta, 30' Marchisio

Juventus: Buffon, Grygera, Legrottaglie, Chiellini, Grosso, Camoranesi (73' Marrone), Poulsen, Marchisio, Giovinco (60' De Ceglie), Iaquinta, Trezeguet (80' Amauri)
Livorno: De Lucia, Raimondi, Diniz, Miglionico, Pieri, Pulzetti, Mozart (46' Filippini), Moro, Candreva, Tavano (70' Cellerino), Lucarelli (63' Danilevicius)
  1.   21 wrzesień 2009
  2.   Raport z meczu
sj2Trzecie kolejne ligowe zwycięstwo, w tym drugie w Rzymie, napawa kibiców optymizmem. Być może...
sj2Trzecie kolejne ligowe zwycięstwo, w tym drugie w Rzymie, napawa kibiców optymizmem. Być może nie było ono wywalczone we wspaniałym stylu, ale trzy punkty na tak ciężkim terenie zawsze cieszą, zwłaszcza w obliczu kilku nieobecności. Nie wszyscy zmiennicy zagrali na swoim najwyższym poziomie, jednak wystarczyło to by sięgnąć po upragnione trzy oczka. A w kontekście meczu w Lidze Mistrzów nic więcej się nie liczyło.

Buffon – 7.25:
Kto przed sezonem martwił się o formę bramkarza Juventusu, ten powinien spać spokojnie. Swoimi kolejnymi interwencjami udowadniał, że słabe chwile ma już dawno za sobą. Szczególnie jedna – gdy na prawej obronie dość łatwo został ograny Caceres – mocno zapadła mi w pamięci.

Caceres – 6,25: Zdobył bramkę, bez której ciężko byłoby sięgnąć po trzy punkty w Rzymie, jednak jego nota nie jest zbyt wysoka. Kibice liczący na miłą odskocznie od poziomu Grygery mogli czuć się zawiedzeni, szczególnie w pierwszej połowie, gdy Urugwajczyk regularnie przegrywał pojedynki z zawodnikami rywali. Po przerwie wyglądało to już trochę lepiej. Niestety jedynym wkładem w ofensywie tego obrońcy jest bramka, Juventini oczekujący od bocznych obrońców ofensywnych rajdów pod pole karne rywala zmuszeni są poczekać na kontuzjowanego Zebinę.

Legrottaglie – 6,5: Doświadczony Włoch wyszedł na to spotkanie w podstawowej jedenastce z dwóch powodów. Cannavaro po meczach reprezentacji potrzebował odrobiny odpoczynku, natomiast sam Nicola ogrania przed meczem z Bordeaux. Być może nie popełnił poważnego błędu, jednak takim występem umacnia się na pozycji trzeciego środkowego obrońcy w drużynie. Czasami wydawał się zbyt rozkojarzony i mało pewny w interwencjach, dopuszczając do strzałów i podań.

Chiellini – 7,25: Pod nieobecność Cannavaro to na jego barki spadła odpowiedzialność zarządzania blokiem defensywy, mimo że obok niego grali dwaj zdecydowanie bardziej doświadczeni koledzy. Czasami się wydaje, że Giorgio uwielbia sytuacje, gdy oczy wielu kibiców skupione są właśnie na nim, gra wtedy szczególnie dobrze. Tak było i tym razem, dzięki waleczności i wielkiemu spokojowi przerwał w tym meczu wiele akcji Biancocelestich. Także liczne dośrodkowania rywala nie robiły na nim żadnego wrażenia, zawsze stał tam, gdzie być powinien i z łatwością uprzedzał walczącego z nim Julio Cruza.

Grosso – 6,25: Drugi, obok Caceresa, debiut w barwach Juventusu. Oczekiwania wobec doświadczonego Włocha są duże, na pewno większe niż jego gra w debiucie. Trzeba mu przyznać, że w defensywie obyło się bez większych wpadek (choć też nie było doskonale), jednak w ofensywie Grosso po prostu był obecny. Nic więcej. Jego wkład ograniczył się do kilku przeciętnych dośrodkowań, poza tym najczęściej oddawał piłkę do stojącego blisko partnera. Być może ta niechęć do dryblingów powstała na skutek instrukcji Ferrary, który liczy na doświadczonego Włocha przede wszystkim w meczu z Bordeaux, a będzie to czwarty mecz Fabio w ciągu niespełna dwóch tygodni.

Melo – 6,5: Brazylijczyk po udanym debiucie nie spuścił z tonu, po raz kolejny organizując grę naszej pomocy i odbierając wiele piłek. Jednak kibice znów zapamiętają go przede wszystkim ze względu na spektakularną radość po bramce Juve oraz głupi błąd, który po raz kolejny przytrafia mu się niedaleko naszego pola karnego. Na szczęście obyło się bez konsekwencji, jednak ta niefrasobliwość jest największym mankamentem w grze pomocnika.

Marchisio – 7,0: Młody Włoch był wyraźnie zmotywowany po swoim meczu w reprezentacji i to było widać już od pierwszych minut pojedynku w Rzymie. Niezwykle waleczny, odbierający piłki oraz regularnie wyprowadzający ją do przodu. Początkowo mówiło się, że jego obecność w wyjściowym składzie ma pozwolić odpocząć Tiago przed meczem z Bordeaux, jednak ku zaskoczeniu wszystkich to właśnie Marchisio był najlepszym graczem w pomocy Bianconerich. Nie ułatwił tym samym Ciro Ferrarze wyboru składu na wtorkowy mecz w Lidze Mistrzów, jednak takie kłopoty nasz trener z pewnością chciałby mieć co mecz.

Camoranesi – 5,75: Na jego grę w wyjściowej jedenastce czekali zapewne wszyscy kibice Juventusu. Niestety po tym spotkaniu należy się spytać – czy było w ogóle na co czekać? Camoranesi, który otrzymał od Ferrary sporo swobody w konstruowaniu akcji, gościł we wszystkich sektorach boiska, niestety wszędzie sprawiając wrażenie zagubionego. Nie wychodziły podania, a dryblingi, nawet jeśli udane, nie przynosiły korzyści drużynie. Zamiast kreatywności Mauro dał się poznać po innym, typowym dla niego zagraniu, gdy nie do końca przypadkowym faulem powalił na murawę pomocnika rywali, słusznie otrzymując za to zagranie żółty kartonik.

Diego – b/o: Brazylijczyk opuścił boisko już w trakcie pierwszej połowy spotkania. Była ona zaskakująco mdła w jego wykonaniu, ale nie do końca wiadomo jak długo Diego więcej energii poświęcał na zmagania z bólem niż rywalami na boisku. Z tego powodu redakcja SJ.com postanowiła pozostawić jego występ bez oceny.

Amauri – 6,5: Kolejny udany (choć nie tak jak poprzednie) mecz Brazylijczyka, niestety kolejny bez strzelonej bramki. Trudno orzec na ile jest to winą samego gracza, który będąc przecież wysuniętym napastnikiem w tym sezonie operuje przede wszystkim poza polem karnym, ustępując miejsca Iaquincie bądź, jak było w tym meczu, Trezeguet. Z powierzonych mu zadań wywiązał się poprawnie, wypracowując sytuacje strzeleckie Francuzowi, utrzymując się przy piłce i biorąc udział niemal w każdej akcji Juve. Coraz częściej ma się jednak wrażenie, że przydzielona mu rola na boisku to marnowanie jego potencjału, co jeszcze potęguje brak skrzydłowych i nikła ilość udanych dośrodkowań, po których zawodnik mógłby powalczyć o premierowe trafienie.

Trezeguet – 6,0: Zaskakujące, że prawie najniższe noty za to spotkanie otrzymali obaj strzelcy bramek. Zdziwienie jednak znika, jeśli przypomnimy sobie występ Trezeguet. Do ostatniej akcji Francuz pozytywnie wyróżnił się tylko soczystym strzałem zza pola karnego, za to fatalnie marnując dogodną okazję wypracowaną przez Amauriego kilka chwil później. Tego dnia piłka sprawiała Francuzowi niesamowite kłopoty, odskakując przy próbie przyjęcia, czasami uciekając poza boisko. W pamięci zapadł mi jeden obrazek, gdy David otrzymał na naszej połowie podanie z autu, mając jedynie odegrać piłkę z powrotem. Zrobił to na tyle nieporadnie, że futbolówka spadła wprost pod nogi Foggii, który pomknął na bramkę strzeżoną przez Buffona, decydując się na groźny strzał z dystansu. Na nasze szczęście niecelny.
Nawet bramka w ostatniej minucie nie zamazuje słabego występu napastnika. Mam spore obawy, czy po strzale z kilku metrów futbolówka w ogóle zmierzała w światło bramki. Na szczęście dla Juventusu fatalna interwencja bramkarza rywali pozostawiła to pytanie bez odpowiedzi.

Rezerwowi:
Giovinco - 6,5
Tiago - 6
Molinaro – b/o

Noty użytkowników:
Buffon 7,75

Caceres 6,0
Legrottaglie 6,5
Chiellini 7,25
Grosso 6,5

Melo 6,5
Marchisio 7,0
Camoranesi 5,75
Diego 6,0

Amauri 6,5
Trezeguet 5,75

W tym tygodniu postanowiliśmy wyróżnić:


Adrians:
Grosso - 6.0: Nie rozegrał dzisiaj swojego normalnego meczu, jednak widać że potrafi poruszać sie na skrzydłach i jeżeli wejdzie w rytm meczów w Serie A to będzie naszą kolejną bronią w walce o zdobycie Scudetto.

Valril:
Caceres - 6,5: to pół to za bramkę. W pierwszej połowie nerwowo, wręcz okropnie. Nieźle z przodu, co pokazał strzelając bramkę. W drugiej zagrał pewnie, ale pewnie tkwi w nim większy potencjał. W hierarchii prawych obrońców przed Grygerą.

Matekkuba:
Trezeguet - 5,5: Gol-fuks, dwie zmarnowane setki, niewidoczny - Trezeguet, 13. września 2009.

Wszystkich chętnych do wzięcia udziału w zabawie zapraszamy do tego tematu po zakończeniu spotkania z Bordeaux.
  1.   15 wrzesień 2009
  2.   SoloJuve
Po kolejnych zwycięstwach ligowych dziś drużynę Ferrary czeka pojedynek o zupełnie inną...
Po kolejnych zwycięstwach ligowych dziś drużynę Ferrary czeka pojedynek o zupełnie inną stawkę. Świadomość, że porażka w tym meczu mocno komplikuje szanse na wyjście z grupy może wiązać nóg, ale może i wyzwalać w graczach to, co najlepsze.

Lubię Bordeaux. To chyba nienajlepszy początek zapowiedzi spotkania z tym rywalem – ale ja tę drużynę naprawdę lubię. W klubowej piłce uznaję tylko jeden monopol na zwycięstwa – oczywiście Juventusu – a wszelkie inne passy mistrzostw bardzo szybko spychają wygrywającą drużynę na dno moich ulubionych klubów. Na Lyon, po siedmiu mistrzostwach z rzędu, patrzeć na fotelu lidera już nie mogłem.
Jednak moja sympatia do tego klubu bierze się też z juventusowskich analogii – detronizując Lyon dokonali tego, co w tym sezonie ma dokonać właśnie nasz klub. Po kolejnych mistrzostwach Interu Mediolan zrzucić go z pierwszego miejsca na koniec sezonu. Mimo tego, że przed sezonem faworytem zdecydowanie nie byli.

Ciro Ferrara swoją przygodę trenerską rozpoczął w sposób godny najlepszych. Pięć meczów, pięć wygranych. Jedenaście strzelonych bramek, przy zaledwie jednej straconej, pozwoliło utrzymać drugą pozycję na koniec poprzedniego sezonu i zanotować najlepszy start w Serie A spośród wszystkich faworytów. Jeśli tak mają wyglądać debiuty naszego trenera w rozgrywkach – to o zwycięstwo w grupie mamy zapewnione.
Oczywiście nie mówię tego w pełni serio, jednak Ferrara z pewnością urzekł swoim zachowaniem kibiców Juve. Już na koniec poprzedniego sezonu dał się zauważyć jako trener, który nie boi się odważnych ani ofensywnych zmian. Od nowego sezonu postawił kolejny krok naprzód – zamienił skostniałe klasyczne 4-4-2 z dwoma defensywnymi pomocnikami na bardziej nowoczesne 4-3-1-2 i przestał przesadnie obciążać graczy. Dość powiedzieć, że w trzech ligowych potyczkach zdążyło już zadebiutować aż 21 piłkarzy. Teraz może się to wydawać błahostką, jednak gdy sięgam pamięcią do Capello, który rotował składem niemal wyłącznie ze względu na kontuzje, sprawa nabiera prawdziwego sensu. Dzięki umiejętnie przeprowadzanym zmianom przez trenera powinniśmy uniknąć tradycyjnego spadku formy, który zwykle towarzyszył nam gdy wkraczaliśmy w decydującą fazę sezonu. O ile w meczach Serie A mogliśmy mieć już przewagę wypracowaną, bądź przetrwać słabszy okres by walczyć później o scudetto,  tyle w Lidze Mistrzów nawet dojście do ćwierćfinału potrafiliśmy okupić męczarnią i sporą dawką szczęścia.
Kontynuując wątek trenerski – Laurent Blanc, który jest obecnie trenerem Bordeaux, ma sporo wspólnego z Ciro Ferrarą. Po pierwsze obaj przez pewien czas byli partnerami w drużynie Napoli. Po drugie – obaj  byli obrońcami, a właśnie o obrońcach mówi się, że wyrastają na najlepszych trenerów. Przecież uwielbiany przez wszystkich kibiców Juve Marcelo Lippi grał na tej samej pozycji co Blanc i Ferrara.
A na koniec – obaj debiutując objęli drużyny, które zajęły drugie miejsce na koniec sezonu i obaj mieli postawione zadanie zdetronizowania wygrywającego od lat rywala. W przypadku Blanka było to ogranie Olympique Lyon, który w sezonie 2007/2008 zdobył zaledwie 4 punkty więcej od Bordeaux. W przypadku Juventusu chodzi oczywiście o zdetronizowanie Interu, ale to jest zadanie na rok obecny.

Ale zostawmy póki co trenerów, bo Blanc wciąż jeszcze kojarzy mi się nie z prowadzeniem drużyny, ale z całowaniem Bartheza w łysinę – a i Ferrara swoją wartość trenerską będzie musiał dopiero udowodnić.
Przyjrzyjmy się graczom. Na przód w obu ekipach miały wybijać się dwie gwiazdy – Gourcuff i Diego. Miały – bo okazję dostanie tylko jedna z nich. Diego, jak doskonale wiemy, ze względu na problem z mięśniem musi odpocząć kilka dni. Na szczęście, dla widowiska, jego francuski odpowiednik jest w pełni sił – i w pełni formy. Dość powiedzieć, że póki co samodzielnie lideruje w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców ligi francuskiej z czterema już bramkami na koncie.
I w tym momencie nie sposób przeoczyć jego nieudanej przygody z włoską piłką. Do dziś kibice Milanu dyskutują, jak to naprawdę było z tym graczem. Grał słabo, ale grał tez niezwykle mało. Dość powiedzieć, że w pierwszym sezonie zagrał zaledwie 530 minut w lidze, z rzadka występując tez na swojej ulubionej pozycji (zarezerwowanej dla Kaki), przerzucany raczej na pozycję Seedorfa bądź Pirlo.
Trudno ocenić co się stało, a raczej co stać powinno. Czy to zawodnik stworzony dla  słabszych klubów, jakich wiele już stąpało po europejskich boiskach? Czy w ogóle można tak powiedzieć o zawodniku, który jest liderem mistrza Ligue 1 i staje się kluczową postacią dorosłej reprezentacji? Może nie leżała mu włoska piłka? Może to wszystko wina Ancelottiego, który był przywiązany do nazwisk i nie dawał mu wielu szans? (choć jak w klubie, który walczy o najwyższe cele, stawiać regularnie w meczach o stawkę na zawodnika, któremu po prostu nie idzie?).
Osobiście myślę, że to był po prostu zły czas, złe miejsce i zły klub. Młodziutki zawodnik przyszedł do bardzo trudnej ligi, do klubu, który walczy o najwyższe cele i nie mając najmniejszych szans wywalczyć miejsca na swojej ulubionej pozycji. Dwa lata wcześniej czy dwa lata później sytuacja w Milanie byłaby dla tego gracza dużo dogodniejsza, a tak należało coś z zawodnikiem zrobić. I wypożyczenie byłoby całkiem dobrym pomysłem, ale… no właśnie, jest wielkie ale. Konstrukcja wypożyczenia gracza – z opcją odkupu po sezonie – z miejsca skazywała Gourcuffa na pożegnanie z Milanem. Jeśli zawodnik miał się odbudować we Francji to wiadome, że po dobrym sezonie w Bordeaux klub po prostu go odkupi (i tak też się stało). Powrócić do Włoch mógł jedynie po niepowodzeniu w Żyrondystach – ale wówczas, po trzecim z rzędu nieudanym sezonie, nie przedstawiałby dla Rossonerich żadnej wartości.
Ale teraz nie ma co nad tym dywagować. Wbrew dawnym słowom Gallianiego, wedle których Bordeaux miało nie być stać na tego gracza, Francuzi wysupłali 15 mln euro bez żadnych problemów, płacąc kwotę odstępnego i robiąc prawdopodobnie jeden z najlepszych zakupów w historii klubu. Gdyby tylko chcieli, zapewne mogliby w tej chwili oddać zawodnika za dwa razy tyle. Ponoć kontrakt z Milanem uniemożliwiał natychmiastowe odsprzedanie gracza do innego klubu, ale nikt w Bordeaux by się nad tym nie zastanawiał, nawet mając taką możliwość.

Kto będzie odpowiednikiem Gourcuffa w Juve? Patrząc od strony taktyki – są dwa typy na pozycję ofensywnego pomocnika. Pierwszym jest Giovinco, który zastąpił Diego w spotkaniu z Lazio i zanotował całkiem dobre recenzje. Drugim jest oczywiście Camoranesi, który w okresie przygotowawczym grywał za napastnikami z całkiem dobrym skutkiem. A nawet grając na boku pomocy dostaje od Ferrary sporo swobody w ofensywie przy poruszaniu się po boisku, pojawiając się w każdym miejscu na połowie rywala. Oczywiście fani Juve najchętniej widzieliby wariant ofensywny – z Camoranesim i Giovinco oraz duetem napastników – Amaurim i Iaquintą. Włoch, który w ostatnim meczu ligowym mógł odpocząć po występach w reprezentacji, powinien być w pełni sił. Brazylijczyk zagrał pełnych 90 minut, jednak on odpoczywał przez kilkanaście wcześniejszych dni, więc jego forma fizyczna powinna być na maksymalnym poziomie.
Pozostaje jeszcze David Trezeguet, jednak po tym co pokazał w meczu z Lazio (mimo szczęśliwej bramki w ostatniej minucie) mało kto spodziewa się Francuza w wyjściowej jedenastce.

Pisałem przed chwilą o wymarzonym przez kibiców Juve ustawieniu:
Camoranesi – Melo – Tiago/Marchiso
Giovinco
Iaquinta – Amauri


Na papierze wygląda to bardzo dobrze. Pozostaje tylko jeden problem – w razie niekorzystnego wyniku pozostaje nam jedynie Trezeguet jako ofensywny wariant. Być może z tego powodu Ferrara zdecyduje się na posadzenie Camoranesiego bądź Giovinco na ławce rezerwowych.

Jeśli spojrzymy na bilans spotkań Juve z klubami francuskimi i analogicznie – na pojedynki Bordeaux z włoskimi rywalami – faworyt jest aż nadto wyraźny. Co znajduje odzwierciedlenie w kursach bukmacherskich, które są zaskakująco jednoznaczne. Mówiąc obrazowo – Inter Mediolan w przyszłej ligowej kolejce powinien mieć w Cagliari większe problemy ze zdobyciem trzech punktów, niż my dziś wieczorem. Może jako kibicowi Juve takie słowa nie powinny mi przejść przez gardło – ale czy naprawdę w porównaniu z mistrzem Francji jesteśmy aż tak diabelnie mocni?
Choć z drugiej strony… jeśli spojrzeć na to jak poradziła sobie francuska ekipa w ubiegłym sezonie – można patrzeć bardzo optymistyczne. W debiutanckim meczu – na stadionie Chelsea Londyn – dała sobie wbić cztery bramki, nie strzelając żadnej. Późniejsze dwa mecze przeciwko Romie przyniosły dwie porażki i pięć bramek straconych przy zaledwie jednej zdobytej.
Wywołałem chwilę wcześniej bilans meczów Juve z francuskimi ekipami. Otóż w ostatnich latach ze świecą szukać takich pojedynków, jednak jeśli spojrzeć na historię – wygląda ona nader obiecująco. W ostatnich dziewięciu pojedynkach, gdy u siebie gościliśmy przybyszów z Francji, wygrywaliśmy aż ośmiokrotnie. W tym raz z Żyrondystami właśnie, w 1985 roku w półfinale pokonaliśmy rywala 3-0, co dało nam awans do wielkiego finału. Jak to się skończyło – czyli radością przez łzy – wszyscy doskonale wiemy.
Dla porównania doświadczenie Girondins na włoskiej ziemi także nie jest bogate, ale równie optymistyczne… dla kibiców Juve, oczywiście. Francuzi włoskich boisk lubić nie mogą – siedem meczów przyniosło im aż pięć porażek i zaledwie dwa remisy.

Oba kluby bieżący sezon rozpoczęły bardzo dobrze. Bez zmartwień o awans do Ligi Mistrzów, jeszcze bez meczów pucharowych. Zarówno Bordeaux, jak i Juventus imponują w defensywie. Francuzi stracili do tej pory trzy bramki w pięciu meczach, Włosi zaledwie jedną w trzech.
Co ciekawe obie ekipy podchodzą do spotkania po podobnych odczuciach na temat ostatniego spotkania ligowego. Nie było ono bezbolesne dla Juventusu: "Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo i pomimo kontuzji Lazio nie ułatwiło nam zadania, bardzo ciężko pracując na boisku. Trzeba przyznać, że w pierwszej połowie mieliśmy kłopoty w linii pomocy, nie potrafiliśmy utrzymać piłki" – powiedział Ferrara po meczu. Ale także Bordeaux miał spore problemy z ograniem jednej ze słabszych ligowych ekip – Grenoble – i zdaniem trenera nie zasłużyło wcale na komplet punktów: "Dzisiaj nie graliśmy wystarczająco dobrze. To nie był piękny mecz. Jedyny pozytyw to trzy punkty. Oczywiście ocena naszej gry jest negatywna, ale koncentruję się teraz na wyniku".
Nawiasem mówiąc był to już 16 kolejny mecz Girondins bez porażki – ale wszystkie przytrafiły się na francuskich boiskach. Z europejskimi pucharami ekipa pożegnała się po porażce 4-3 z Galatasaray w 1/16 Pucharu EUFA.

Okiem bukmacherów (szanse na wygraną/remis/porażkę Juve w procentach)
Bet365: 60/25/15
Bwin: 61/24/15
STS: 57/26/17

Nieobecności:

Juventus:
Grygera, Chiellini, Salihamidzic, Sissoko, Diego, Del Piero

Bordeaux:
Wszyscy gracze są dostępni, w francuskiej ekipie nikt istotny nie jest kontuzjowany ani zawieszony


Przewidywane składy:

Juventus:
Buffon
Grygera – Legrottaglie – Cannavaro – Grosso
Camoranesi – Melo – Tiago
Giovinco
Iaquinta – Amauri

Bordeaux:

Carrasso
Tremoulinas - Ciani - Planus - Chalme
Wendel - Diarra - Fernando - Gourcuff - Gouffran
Chamakh


Kluczowy gracz:


Juventus: Melo – Brazylijczyk gładko wpasował się do Juventusu i bardzo dobrze wykonuje powierzone mu zadania. Między innymi dzięki niemu nie widzimy tak mocno braku Sissoko. Choć Brazylijczyk ma jedną wadę – w każdym meczu lubi popełnić błąd, który prokuruje niebezpieczną sytuacje dla rywala. Dotychczas takie błędy nie były dla nas bolesne w skutkach, ale lepiej by dziś zawodnik nie kusił w ten sposób losu, a zamiast tego zajął się pieczołowitą opieką nad Gourcuffem. Łatwo nie będzie, zwłaszcza że Melo lubi grać twardo, a ze względu na umiejętności rywali Ferrara uczulał swoich popili, by nie faulowali w pobliżu własnego pola karnego – nie dając okazji do bezpośredniego strzału ani dośrodkowania.
Bordeaux: Gourcuff – zawodnikowi poświęciłem spory fragment tekstu, rzecz jasna nie bez powodu. Niekwestionowany lider i gwiazda swojej drużyny. W ubiegłym sezonie wystąpił w 49 meczach, strzelając 15 bramek i zaliczając tyle samo asyst. Już te statystyki mówią jak wielki jest jego wkład w wyniki Girondins. I jak ciężko będzie go dziś zatrzymać.

Na kogo warto zwrócić uwagę?

Juventus: na trequartistę. Niezależnie czy będzie to wariant defensywny z Camoranesim, czy ofensywny, z domagającym się częstszej gry Giovinco. Chodzi o sam wybór i jego konsekwencje.  Już przed meczem Ferrara da nam odpowiedź, jak daleko sięga jego odwaga, by w razie występu młodszego Włocha nie powiedzieć: brawura. Ale tym właśnie występem Gio może utorować sobie drogę jeśli nie do pierwszego składu, to do zdecydowanie częstszych występów.
Bordeaux: Chamakh – Marokańczyk w obecnej drużynie jest już od 10 lat, ale dopiero w poprzednim sezonie jego talent wyskoczył w górę, pozwalając na strzelenie 13 bramek w lidze. Początek obecnego sezonu także ma udany – po pięciu kolejkach ma na swoim koncie już trzy trafienia. Co ciekawe – to właśnie ten zawodnik jest typowany na potencjalnego następcę Davida Trezeguet w Juventusie, o czym oczywiście nie zapomnieli dziennikarze. Jednak nie otrzymali od zawodnika konkretnej odpowiedzi "Pozostaję spokojny i koncentruję się tylko na grze. Nie mam zamiaru rozmawiać o transferze w tym momencie".
Jeśli wyeliminowaniem Gourcuffa z gry ma zająć się Melo, tak duet Cannavaro – Legrottaglie będzie musiał uporać się właśnie z Marokańczykiem. Nie będzie to zadanie łatwe, tym bardziej szkoda nieobecności Chielliniego.


Moim zdaniem:
Nie wiem skąd mój pesymizm (z resztą już przed meczem z Lazio miałem spore wątpliwości czy zdobędziemy trzy punkty), ale nie wydaje mi się, by obecne spotkanie miało być aż tak łatwe, jak przewidują bukmacherzy.
Bordeaux frycowe w Lidze Mistrzów płaciło przed rokiem, płaciło trzy lata temu – teraz przyszedł czas na wykorzystywanie zdobytego doświadczenia. Oczywiście jestem przekonany o naszym zwycięstwie, ale będzie ono okupione ciężkim meczem, a nie spacerkiem – a braki w kadrze mocno dadzą się nam we znaki.
Przed meczem ciekawi mnie kwestia na kogo postawi Ferrara na pozycji ofensywnego pomocnika. Internauci bezsprzecznie typują Giovinco jako pewniaka nie tylko do składu, ale i gracza, który poprowadzi nas do wygranej. Ja nie jestem pewien – szanse Camoranesiego na grę na tej pozycji stawiam dość porównywalnie.
I nurtuje mnie jeszcze jedna kwestia – kogo, jeśli będzie musiał wybierać pomiędzy nimi, zdecyduje się wystawić Ferrara: Marchisio czy Tiago. Nieobecność Tiago w poprzednim meczu w wyjściowej jedenastce zdała się mówić, że odpoczywa on właśnie przed dzisiejszym spotkaniem, ale Włoch pokazał naprawdę dobrą piłkę i w dzisiejszym meczu mógłby się stać niezwykle ważnym punktem drużyny.
Gdzieś w tych wszystkich wyborach znika kwestia prawego obrońcy. Grygera? Caceres? Po tym co obaj pokazali w tym sezonie osobiście w tym momencie stawiam ich na równi. Co nie przeszkadza mi liczyć na to, że Urugwajczyk się rozegra i stanie pewnym punktem naszej defensywy.
Przewidywania na mecz? Jak wspominałem, nasza wygrana, choć po trudnym meczu. Liczę na udaną grę Camoranesiego (ostatnio się na nim zawodzę) i premierową w tym sezonie bramkę Amauriego. Najwyższy przecież czas.
Mój typ:
Juventus – Bordeaux 2:1


Tych kibiców, którzy mecz będą oglądać przed monitorem komputera, zapraszam w jego trakcie do dyskusji na forumowym shoutboksie. A po meczu, już wszystkich juventinich, do zabawy w ocenianie zawodników Juventusu.
  1.   15 wrzesień 2009
  2.   Zapowiedź
Już dziś Juventus powraca do Rzymu na mecz, który paradoksalnie powinien się okazać trudniejszym...
Już dziś Juventus powraca do Rzymu na mecz, który paradoksalnie powinien się okazać trudniejszym od tego z bardziej utytułowanym rzymskim klubem. Lazio, które rewelacyjnie rozpoczęło sezon (awans do LE, wygrana z Interem w Superpucharze oraz komplet punktów w Serie A), na pewno tanio skóry nie sprzeda.

Dwa mecze, sześć punktów, tylko jedna stracona bramka. Początek sezonu w wykonaniu Lazio i Juventusu wydaje się być bardzo podobny, a i cele obu ekip wydają się być równie ambitne. Dla Juventusu – zdetronizowanie po latach hegemonii Interu Mediolan. Dla Lazio – nawiązanie do czasów, gdy Lazio walczyło o grę w Lidze Mistrzów.

Zdaję sobie sprawę, że Biancocelesti w tych elitarnych rozgrywkach grało niedawno, bo przecież w sezonie 2007/08. Ale znaleźli się tam ze względu na nieobecność Juve w rozgrywkach, a także ujemne punkty Milanu i Fiorentiny (bez nich klub z Rzymu mógłby liczyć jedynie na Puchar UEFA), a na dodatek występy zakończyły się bardzo szybko. Mimo dobrej gry Pandeva (cztery strzelone bramki) Lazio zdołało wygrac tylko jedno spotkanie i będąc gorsze od Realu Madryt, Olympiakosu i Werderu Brema – zakończyło rozgrywki grupowe na ostatnim miejscu i pożegnało się z europejskimi pucharami.
Pieniądze z Ligi Mistrzów nie zostały jednak stracone, ale zainwestowane w kilku ciekawych zawodników. Suma wydatków na pensje skoczyła niemal dwukrotnie w ciągu ostatnich dwóch lat, a najlepiej zarabiającymi piłkarzami stawały się nowe nabytki Biancocelestich: Zarate, Brocchi czy Julio Cruz.

O Lazio powracającym do batalii o wysokie cele zaczęło byś głośno na początku poprzedniego sezonu. Po mocnym starcie rzymski klub znajdował się na czele tabeli, a na wielką gwiazdę natychmiast wyrósł szalejący Zarate, strzelający bramkę niemal kolejkę. Klub prezentował wówczas futbol totalny – tracąc sporo goli, ale strzelając dwa razy tyle.
Późniejsze mecze pokazały jednak, że w ten sposób nie da się wygrać sezonu. Lazio stopniowo opadało w ligowej tabeli, kończąc sezon na 10 miejscu. Lwi pazur klub pokazał za to w Coppa Italia, który ku zaskoczeniu wszystkich kibiców wygrał, pokonując po drodze Milan i Juventus.

Dość jednak o poprzednim sezonie. Co w obecnym? Wypadałoby powiedzieć, że start sezonu jest wymarzony. Awans do Ligi Europejskiej, wygrana w dwóch pierwszych meczach Serie A.
Wydaje się jednak, że już niedługo klub będzie płacił za błędy na rynku transferowym.
Po pierwsze: Nie do końca udało się wzmocnić drużynę. Gotówka skończyła się po wykupieniu karty Zarate (poprzedni sezon spędził we Włoszech na wypożyczeniu). Przyszedł Julio Cruz z Interu, podpisując kontrakt na najbliższy rok.
Po drugie: Nie udało się poważnie wzmocnić środka obrony, która już w poprzednim sezonie mocno szwankowała (tylko pięć ekip w Serie A straciło więcej bramek niż Lazio). Odszedł natomiast Rozenhal, który wrócił na boiska Bundesligi.
Po trzecie: W drużynie pozostało kilku graczy, którzy nie widzą swojej przyszłości w Lazio. Goran Pandev nie próbował tego nawet ukrywać, mówiąc wprost ‘Chcę odejść do większego klubu niż Lazio i zakończyć znajomość z panem Lotito. Przez ostatnie dwa lata wymyślał kolejne problemy, nie podpisując ze mną nowej umowy. To koniec’. Podobnie zapewne myśli Ledesma, lecz jego kontrakt wygasa rok później. Choć obaj panowie od lat stanowili o sile Lazio, nie zarabiali pensji adekwatnej do ich umiejętności – wręcz przeciwnie, Juventus płaci Ariaudo tyle samo co Lazio swoim graczom.
Jeśli kibice mieli jakieś nadzieje odnośnie pozostania Ledesmy – kilka dni temu zapewne prysły jak bańka mydlana. Ani Pandev, ani Ledesma, ani buntownik Stendardo nie zostali włączeni do kadry na Ligę Europejską. Choć cała trójka z pewnością jest w stanie podnieść grę Lazio na wyższy poziom.

Problemem Ferrary jest z pewnością termin rozegrania tego spotkania – pomiędzy meczami reprezentacyjnymi i niezwykle ważnym wyjazdem do Bordeaux. To, co cieszyło kilka dni temu, gdy w Squadra Azzurra wybiegło aż 7 graczy Juve, teraz martwi. Zmęczeni gracze są w stanie zagrać na takim poziomie, by pokonać Lazio – ale co będzie we Francji? Czy Iaquintę stać na to, by po meczach Juve, reprezentacji – zagrać na wysokim poziomie dziś i we wtorek?

Bezpośrednie pojedynki
(Lazio jako gospodarz)
Wszystkich meczów: 65
Wygrane Juve:
24 (37%)
Remis: 17 (26%)
Wygrane Romy: 24 (37%)

Ostatnie mecze:

Lazio – Juventus 1:1
Lazio – Juventus 2:3
Lazio – Juventus 1:1
Lazio – Juventus 0:1
Lazio – Juventus 2:0

Okiem bukmacherów (szanse na wygraną/remis/porażkę Juve w procentach)

Bet365:
49/29/22
Bwin: 49/2//23
STS: 45/29/26

Nieobecności:
Juventus: Zebina, Grygera, Salihamidzic, Sissoko, Del Piero
Lazio
: Firmani, Makinwa, Brocchi, Scaloni, Zarate, Rocchi, Ledesma.
Brak Zarate nie jest jeszcze pewny.

Przypuszczalne składy:
Juventus:
Buffon
Caceres – Cannavaro – Chiellini – Grosso
Camoranesi – Melo – Tiago
Diego
Amauri – Trezeguet

Tak naprawdę ciężko przewidzieć co postanowi Ferrara. Zapowiedział zmiany w porównaniu z poprzednim meczem. Jedna z nich na pewno będzie na pozycji prawego obrońcy – pod nieobecność Zebiny, Grygery i Hasana pozostał już tylko Caceres. Nie jest pewne czy wystąpi Grosso, czy nie zostanie oszczędzony na spotkanie we Francji. W ataku szansę na odpoczynek ma otrzymać Iaquinta, a partnerem Amauriego ma zostać Trezeguet bądź Giovinco – trochę wyżej stoją jednak szanse Francuza.

Lazio:

Muslera
Lichsteiner - Diakite - Siviglia - Kolarov
Dabo - Baronio - Mauri
Matuzalem
Cruz – Foggia

Jak łatwo zauważyć – obie ekipy grają podobnym ustawieniem, z Diego/Matuzalemem operującym za para napastników. Jeśli Zarate będzie w pełni sił – to on wystąpi w wyjściowym składzie, zastępując Foggię (wariant defensywny), bądź jednego ze środkowych pomocników (wariant ofensywny).

Kluczowa postać

Juventus
: Diego- ponownie Brazylijczyk, bo ponownie od niego będą zależały akcje Starej Damy. Podczas gdy większość naszych graczy w minionych dniach rozgrywała mecze o stawkę, brazylijski trequartista mógł odpocząć i naładować baterie. Przyda się na dzisiejszym terenie, bo kibice po asyście i dwóch bramkach w dwóch meczach Serie A mają wobec niego ogromne oczekiwania.
Lazio: Cruz – może nie być w wysokiej formie, może wchodzić tylko na fragment meczu, ale ten zawodnik doskonale wie jak smakują bramki strzelane Juventusowi. Czy to w Serie A, Coppa Italia czy nawet w towarzyskich. W ubiegłej kolejce pokazał swoje umiejętności dwukrotnie pokonując bramkarza Chievo i dziś także będzie niezwykle groźny.

Na kogo warto zwrócić uwagę

Juventus
: Caceres – młody Urugwajczyk z konieczności zagra dziś w wyjściowym składzie. Kibice Juve mają wielkie oczekiwania po jego występie, głównie w kontekście odesłania Grygery na ławkę rezerwowych. Jeśli ten zawodnik się sprawdzi, będzie dużym wzmocnieniem kadry, gdyż to właśnie prawa obrona była w ostatnim czasie największą bolączką Bianconerich.
Lazio
: Foggia – ofensywnie usposobiony wychowanek Milanu. Dawniej wróżono mu wielką karierę, jednak po latach wypożyczeń i współwłasności nie potrafił w pełni pokazać swojego potencjału. W Lazio też nie zawsze pasuje taktycznie do pierwszego składu, ale zawsze gdy znajdzie się już na boisku, może przesądził o wyniku spotkania. Dziś, jeśli Zarate zasiądzie na ławce rezerwowych bądź trybunach, najprawdopodobniej będzie stanowić o sile ofensywy Lazio.
  1.   12 wrzesień 2009
  2.   Zapowiedź
juve
W sprawie niedawnych plotek na temat przybycia Luisa Fabiano do Juventusu głos zabrał jego...
juve
W sprawie niedawnych plotek na temat przybycia Luisa Fabiano do Juventusu głos zabrał jego agent. Fuentes nie zdementował prasowych doniesień, ale przyznał, że do tej pory żadnego kontaktu ze strony włoskiego klubu nie było "Okno transferowe niedawno pozostało zamknięte. Jeśli jednak włoska drużyna wykaże zainteresowanie moim graczem, wysłuchamy propozycji. Jak dotąd nie otrzymałem zapytania ze strony Juventusu, choć to miłe słyszeć gdy tak wielka firma interesuje się moim graczem. Należy jednak pamiętać, że Fabiano ma ważny kontrakt z Sevillą i to właśnie z hiszpańskim klubem powinny być przeprowadzone pierwsze rozmowy."
źródło: goal.com
  1.   08 wrzesień 2009
  2.   Plotka
Pojedynków pomiędzy tymi dwiema ekipami nie trzeba nikomu przedstawiać. Roma przez lata była...
Pojedynków pomiędzy tymi dwiema ekipami nie trzeba nikomu przedstawiać. Roma przez lata była jednym z najbardziej znienawidzonych przez Juventinich klubem, a mecze pomiędzy tymi ekipami przyciągały uwagę wszystkich. Na murawie było równie gorąco jak na trybunach.
Ostatnie lata trochę zaburzyły te proporcje. Zwłaszcza poza granicami Włoch, bo na samych włoskich forach czuć równie wielką niechęć jak za czasów Lippiego bądź Capello. W Polsce, gdzie niechęci do Rzymian nie widuje się na każdym kroku, wszystko przygasło. Roma bezpośrednim rywalem Juventusu nie była od lat, a po calciopoli część Juventinich to właśnie na rzymian liczyło w Serie A. Wybierając mniejsze zło – oby nie Inter – gdyż lokalni rywale Nerrazurich szybko żegnali się z marzeniami o scudetto.
Poprzedni sezon w wykonaniu stołecznego klubu pokazał jak łatwo stać się ofiarą własnego sukcesu. I, że zbudowanie silnej ekipy jest dużo trudniejsze niż jej utrzymanie na topie.
Wraz ze wzrostem sukcesów klubu gracze chcieli zarabiać coraz więcej. Pozyskiwani piłkarze już nie byli anonimowi, więc im także nie można było zaoferować małej pensji. Cicinho przychodząc z Realu z miejsca stał się jednym z najlepiej opłacanych piłkarzy w klubie, bijąc wówczas wysokością pensji choćby Panucciego i De Rossiego.
Wraz ze wzrostem wydatków na pensje i potrzeb na okno transferowe, Roma nie zwiększyła swojego potencjału marketingowego. Klub jeszcze bardziej uzależnił się od wyników prezentowanych w Lidze Mistrzów. A to okazało się bardzo zdradliwe. Wystarczył jeden słaby sezon, brak Ligi Mistrzów i cała misterna układanka Spallettiego mocno się posypała.
Kadra pozostała niemal dokładnie ta sama, z graczami, którzy zawiedli w poprzednim sezonie, z krótką ławką rezerwowych i małą elastycznością na zmiany ustawienia. Odszedł Aquilani, którego niegdyś chciał pozyskać Juventus. Przyszedł Burdisso z Interu. To jedyne dwa znaczące transfery Rzymian. Odszedł także Panucci, Loria i Montella, jednak trudno ich traktować jako duże osłabienie. Finansowo bilans jest dodatni, ale Spalletti otwarcie przyznał, że klub nie ma już pieniędzy na nowe transfery. Dobrą minę do złej gry stara się robić Rosella Sensi, jednak z tonu wypowiedzi można wywnioskować, że jeśli ktoś dojdzie – to tylko uzupełniając ławkę rezerwowych. W końcu za duże wzmocnienie uznaje ona Gubertiego: 25-letniego pomocnika, którego w poprzednim sezonie Ascoli wypożyczyło do Bari.
Sami kibice więcej spodziewają się, między innymi, po młodym defensywnym pomocniku Ricardo Fatym, który powrócił z wypożyczenia do Nantes i w okresie przygotowawczym spisywał się całkiem nieźle.
A przecież i doniesienia transferowe nie mówiły o nikim z najwyższej finansowej półki, kosztującym naprawdę sporo. Miał dołączyć Domizzi – obrońca Udinese (to właśnie z obroną klub miał największe problemy w poprzednim sezonie), jednak wszystko skończyło się na plotkach. Były plany sprowadzenia niechcianego w Bayernie Toniego – ale i tutaj na przeszkodzie stanęły kwestie finansowe, zarówno w kwestii odstępnego za zawodnika, jak i samej pensji. Do Rzymu nie przejdzie także niespełniony Suazo, Borriello, czy nie wróci Mancini. Kolejne mercato i kolejne nieudane próby ściągnięcia przynajmniej dobrego wysuniętego napastnika. Romie odmawiają nawet piłkarze, którzy nie mają przed sobą świetlanej przyszłości w obecnym klubie.
Patrząc na sytuację w Interze, Juventusie, Milanie, Genoi czy nawet Fiorentinie – wydaje się, że Romie znów ciężko będzie wywalczyć prawo gry w Lidze Mistrzów.

Firmy bukmacherskie wzbraniają się przed typowaniem faworyta. Za Rzymianami stoi atut własnego boiska, a także głębsze zaangażowanie w sezon. Będzie to już ich szósty mecz o stawkę (cztery w Lidze Europy, jeden w Serie A), natomiast Juventus dopiero drugi raz wybiegnie na murawę. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że rywale na arenie międzynarodowej nie postawili Rzymianom ciężkich warunków. Zarówno belgijski Gent, jak i słowackie MFK Kosice byli tylko tłem dla włoskiej ekipy, przegrywając odpowiednio 10-2 i 10-4 w dwumeczach.
Zupełnie inaczej wyglądało to w debiucie w Serie A. Z trudnego wyjazdu do Genoi Roma wróciła na tarczy, ulegając, zdaniem ekspertów, przede wszystkim w linii pomocy. Zawiódł De Rossi, którego rozwój jakby zatrzymał się jakiś czas temu. Już w poprzednim sezonie regularnie ustępował Pizzarro czy Brighiemu. Dla odmiany to właśnie środek pola ma być najsilniejszą bronią Juventusu. Jeśli zdrowie pozwoli – tercet Melo, Diego, Camoranesi (wspomagany przez Poulsena bądź Marchisio) ma potencjał by zdominować grę na stadionie w Rzymie. Któż nie chciałby powtórki i zwycięstwa w stosunku 1-4? Takim właśnie wynikiem kończyły się przecież mecze w 2005 i 2009 roku. Na szczęście najnowsze doniesienia z Włoch mówią, że obaj Brazylijczycy prawdopodobnie będą mogli zagrać, natomiast występ Mauro nie stoi już pod najmniejszym znakiem zapytania.
Bronią Gialorossich wydaje się być ofensywa, uosabiana przede wszystkim przez Francesco Tottiego, który już ma na koncie kosmiczną ilość jedenastu (!) bramek w nowym sezonie. W zaledwie pięciu spotkaniach. Choć kibice nieco sarkają, że w meczu z Genoą grał bardzo statycznie, a także zmarnował doskonałą sytuację w kluczowym momencie, jednak nawet w takiej formie potrafił wpisać się na listę strzelców.
Zupełnie odwrotnie wygląda strona defensywna zespołu – strata 9 bramek w 5 meczach chluby Gialorossim nie przynosi, zwłaszcza jeśli będzie się pamiętać o klasie rywali. Juventus, który prawdopodobnie będzie wyprowadzał akcję przede wszystkim czwórką piłkarzy: Camoranesim, Diego, Del Piero i Amaurim powinien kilka razy sforsować zasieki rywala w trakcie spotkania. Ważne, by te okazje zacząć wykorzystywać. Już w meczu z Chievo mieliśmy możliwość wyjścia na dwubramkowe prowadzenie, ale stanęło niestety na bardzo nerwowej końcówce.
Nie ma niestety co liczyć na zmęczenie rywala czwartkowym pojedynkiem w Lidze Europy. Rywal nie tylko nie postawił wysokich wymagań, ale niemal poddał się bez walki. Po siedmiu minutach Roma prowadziła już trzema bramkami, chwilę później dokładając kolejne dwie. Tempo meczu było iście spacerowe, kluczowi gracze oszczędzali siły. Sam skład był wyraźnie rezerwowy, Spalletti pamiętając o meczu z Juve trzy dni później wykorzystał takich graczy jak Casetti, Guberti, Cerci czy Faty – którzy nie mają większych szans by zagrać dłużej w niedzielnym pojedynku, a De Rossi, Menez, Vucinic czy Juan zagrali tylko  połowę meczu.
Prawdopodobnie co drugi trening stanowi dla piłkarzy większe obciążenie niż ten pojedynek.

Bezpośrednie pojedynki
(Roma jako gospodarz)
Wszystkich meczów: 75
Wygrane Juve: 22 (29,33%)
Remis: 25 (33,33%)
Wygrane Romy: 28 (37,33%)
Ostatnie mecze:
2008/09 Roma – Juventus: 1-4
2007/08 Roma – Juventus: 2-2
2005/06 Roma – Juventus: 1-4
2004/05 Roma – Juventus: 1-2
2003/04 Roma – Juventus: 4-0

Okiem bukmacherów
(szanse na wygraną/remis/porażkę Juve w procentach)
Bet365: 36/30/34
Bwin: 38/29/33
STS: 35/30/35

Nieobecności:
Juventus: Zebina, Salihamidzic, Sissoko, Tiago
Roma: Doni, Cicinho, Okaka, Brighi, Tonetto, Andreolli
Osłabienia można uznać za porównywalne. Zebina i Sissoko najprawdopodobniej zagraliby w wyjściowym składzie Juve, podobnie jak Doni i Brighi w Romie. Brak Okaki czy Andreolliego trudno nazwać problemem rzymian.

Przewidywane składy:

Juventus:
Buffon
Grygera – Cannavaro – Chiellini – De Ceglie
Camoranesi – Melo – Marchisio
Diego
Del Piero – Amauri

Taki właśnie skład jest najczęściej podawany w mediach, takie ustawienie także podaje La Gazzetta. Mimo to możliwości zmian jest kilka. Kibice mają dość Grygery i chcieliby na prawej obronie zobaczyć Caceresa, który ponoć na tej pozycji radzi sobie całkiem dobrze na treningach. Choć jest to mało prawdopodobne, w ostatnim meczu Ferrara nie powołał go nawet do szerokiej kadry, a debiut w Rzymie niekoniecznie musi być dobrym pomysłem.
Na drugiej stronie obrony mógłby zagrać Molinaro.
Pomoc, jeśli nie pojawią się kontuzje, powinna pozostać bez zmian. Pod nieobecność Tiago trudno uwierzyć, by Poulsen zajął miejsce Marchisio. W ataku miejsce Iaquinty powinien zająć Del Piero, ale to także nie jest pewne.

Roma:
Artur
Motta – Mexes – Burdisso – Riise
Taddei – De Rossi – Pizarro – Menez
Totti – Vucinic

Ewentualne zmiany? Jeśli tak, to w niewielkiej liczbie. Perrotta/Guberti zamiast Taddei. Ewentualnie zamiast Vucinica, ale wtedy Menez zostanie przesunięty do ataku.

Kluczowa postać:
Juventus: Diego. Jest kluczową postacią w taktyce Ferrary, wiec w zasadzie mógłbym go tutaj wpisać na stałe. Brazylijczyk po znakomitym okresie przygotowawczym nie do końca potwierdził formę w pierwszym spotkaniu ligowym (mimo asysty przy zwycięskiej bramce). W najbliższym meczu kibice liczą na jego znakomitą grę, choć mając naprzeciw siebie De Rossiego, Pizarro czy Mexesa nie będzie o to łatwo.

Roma:
Totti. To było oczywiste – od lat stanowi podporę swojego zespołu i od lat Spalletti nie potrafi godnie zastąpić Tottiego żadnym graczem w chwilach jego nieobecności. W 2007 roku temu strzelił nam dwa gole, przez co mecz zakończył się remisem. W niedzielnym spotkaniu kapitan z pewnością zrobi wszystko, by przedłużyć passę pięciu kolejnych spotkań w których trafia do siatki.

Na kogo warto zwrócić uwagę:
Juventus: Melo. Drugi spośród bardzo drogich zakupów Juventusu. Brazylijczyk ma w parze z Sissoko stworzyć w przyszłości duet nie do przejścia dla rywali. W poprzedniej kolejce pauzował za kartkę z poprzedniego sezonu, więc to będzie jego ligowy debiut w barwach Starej Damy. Od niego będzie zależało zneutralizowanie ofensywnych poczynań Tottiego czy Meneza oraz szybkie uruchomienie graczy ofensywnych. Zwłaszcza z tym drugim Melo miewa problemy, często niepotrzebnie tracąc piłkę, ale liczę, że w meczu o punkty będzie bardziej skoncentrowany i ostrożny.

Roma:
Menez. Ten 22-letni ofensywny zawodnik wciąż jest melodią przyszłości. Poprzedni sezon nie był dla niego w pełni udany. Grając przeciwko włoskim obrońcom dużo częściej gubił piłkę niż na francuskich boiskach, a jego dynamiczne rajdy nie siały większego spustoszenia. Spalletti jednak cierpliwie czekał, aż zawodnik przystosuje się do włoskiego stylu gry. Mecz z Genoą wlewa w serca romanistów sporo nadziei, bo to właśnie Francuz tworzył największe zagrożenie pod bramką rywali. Dodając jeszcze Grygerę, który będzie zatrzymywał (albo i nie) gracza Romy – mamy mieszankę wybuchową, zdolną przyprawić Buffona o palpitacje serca.

Moim zdaniem:
Początek sezonu, więc ciężko odpowiedzieć na pytanie o formę. Nie da jej się zmierzyć jednym spotkaniem z Chievo, nie da też ocenić po grze z najsłabszą w ligowej stawce ekipą słowacką. Czy debiut Diego to zapowiedź jego dobrej, czy słabej gry? Fantastyczna postawa Cannavaro to jednorazowy wyskok, czy może oznaka jego wysokiej formy? Jak poradzi sobie Melo, a jak Del Piero, który strzelecko nie imponował w okresie przygotowawczym?
Teoretycznie więcej pozytywów widzę po stronie Juventusu. Kibice Romy narzekają na słabą grę defensywnych pomocników i dużą lukę pomiędzy formacjami – sytuacja wymarzona dla Diego i Camoranesiego. Brak zgrania pomiędzy Burdisso i Mexesem i regularność z jaką Roma traci bramki daje pole do popisu naszym napastnikom. Ale nie ma się co łudzić – jeśli zagramy taką drugą połowę jak w meczu z Chievo, to ciężko będzie wywieźć z Rzymu choćby punkt.
Mój typ: 0:2
  1.   28 sierpień 2009
  2.   Zapowiedź
diego4
Pomyślne wieści dobiegają dziś od lekarzy Juventusu. Brazylijczyk Diego, który opuścił...
diego4
Pomyślne wieści dobiegają dziś od lekarzy Juventusu. Brazylijczyk Diego, który opuścił ostatnie dni treningu ze względu na drobną kontuzję jest już zdrowy. Wyniki przeprowadzonych dziś badań pozwalają zawodnikowi powrócić do normalnych treningów, tak więc jego występ w zbliżającym się Trofeo TIM nie powinien być zagrożony.
źródło: tuttosport.com
  1.   10 sierpień 2009
  2.   Prawdopodobny
trening2
Po zwycięstwie nad Realem Madryt, oczekując już finału z angielską Aston Villą, Juventus...
trening2
Po zwycięstwie nad Realem Madryt, oczekując już finału z angielską Aston Villą, Juventus powrócił do pracy. Bianconeri nie mieli wczoraj porannego treningu, dopiero po południu zebrali się wszyscy na Estadio Guadalchivir, by pod okiem Ferrary rozpocząć zajęcia. Cannavaro, który podczas meczu z Realem opuścił boisko ze względu na ból w pachwinie, trenował razem z pozostałymi graczami. Badania nie wykazały niczego niepokojącego i Fabio będzie do dyspozycji trenera na niedzielny finał. Chiellini i Salihamidzic byli jedynymi graczami, którzy wystąpili przeciwko Realowi i nie brali udziału w treningu. Obaj gracze byli przemęczeni i Ferrara pozwolił im odpocząć.
Powracający po kontuzjach Sissoko i De Ceglie rankiem na murawie wykonali lekkie ćwiczenia z piłką, natomiast po południu dołączyli do przebywającego w siłowni Diego.
źródło: juventus.com
  1.   02 sierpień 2009
  2.   Oficjalny
juve
Mimo porażki swojego zespołu trener Realu Madryt, Manuel Pellegrini, stara się dostrzegać...
juve
Mimo porażki swojego zespołu trener Realu Madryt, Manuel Pellegrini, stara się dostrzegać także pozytywne aspekty tego pojedynku "Potraktowaliśmy to spotkanie poważnie, ale dla mnie każdy przedsezonowy pojedynek jest poważny. Znaliśmy klasę Juve i obawialiśmy się, że będą chcieli wyjść na prowadzenie już na początku spotkania. Mimo to nie potrafiliśmy temu zapobiec. Zareagowaliśmy odpowiednio, stwarzajac sobie kilka okazji strzeleckich. Niestety stałe fragmenty gry są naszą wielką bolączką, wiem, że będziemy musieli ciężko nad nimi popracować. Przegraliśmy, jednak widzę progres względem poprzednich spotkań. Zgodnie z poleceniami drużyna utrzymywała się przy piłce przez długie okresy, a należy też pamiętać o stanie murawy, który nie pozwalał niektórym zawodnikom rozwinąć skrzydeł i cieszyć się meczem."
źródło: as.com
  1.   01 sierpień 2009
  2.   Prawdopodobny
Póki co brak artykułów
Unable to load tooltip content.